niedziela, 9 listopada 2008
Przerwa
Ogłaszam kilkudniową przerwę - wysiadł nam twardy dysk w komputerze, w poniedziałek znajomy zabiera komputer na kilka dni, a ja korzystam z tzw. tymczasówki, aby Was o tym powiadomić. papa
środa, 5 listopada 2008
Ucieczka
Pojechaliśmy na zakupy do K'martu. Sklep wielki obszarowo. Jakoś tak nas zaćmiło, że nie ma sensu brać wózka, bo i tak przyjechaliśmy kupić tylko lekkie rolety. Chłopaki biegały, trudno było ich upilnować, więc rozdzieliłam zadania. Mówię do Piotrka: "Ty patrzysz na Kacpra, ja na Kamila". Nie upłynęło chyba nawet dwie minuty jak zagadalismy się przy roletach i obaj chłopcy zniknęli. Zaczęliśmy sie nerwowo rozglądać, wołac ich, szukać. Gyś znalazł sie szybko, wrócił na nasze wołanie.
Nie mogliśmy jednak nigdzie znaleźć Kacperka. Nie pomagało wołanie, coraz głośniejsze i nasze bieganie po całym sklepie (a obszar był konkretny). W końcu, gdy bezowocne poszukiwania trwały już jakieś pięc minut, podleciałam do pierwszej z brzegu kasjerki i zapytałam komu można zgłosić zaginięcie dziecka. Ona się przeraziła, rzuciła kasę i pobiegła do menagera.
Polecili mi iść na bramki, którymi wychodzi się ze sklepu, uczulić obsługę aby nie wypuścili Kacpra ani samego, ani z nikim obcym. Menager zebrał dane Kacperka, powiedziałam mu również, że Kacper jest chory, że ma autyzm i nie będzie się komunikował. Menager ogłosił alarm przez megafon i cały sklep szukał dziecka.
Ja byłam dziwnie spokojna. To nie pierwszy taki numer. Przerabialismy gorsze. Mamy już nawet opracowany system w jaki sposób go szukać, tym razem nie miał on jednak zastosowania.
Trwało mniej więcej 15 minut, gdy zawolano mnie, że Kacperek sie znalazł. Był schowany na półkach pomiędzy sprzętem elektronicznym. Nic dziwnego, że nikt go nie mógł znaleźć.
Panie z działu elektronicznego, gdy zobaczyły mnie że nadchodzę, rzucily się wszystkie z lamentem :"Proszę go tylko nie bić! On nie rozumie." Oczywiście, że nie rozumie. Nie zrozumiałby też sensu bicia. Nie. Na pewno bym go nie uderzyła.
Kacper oczywiście śmial mi sie prosto w twarz, rzecz której nie moge scierpieć ilekroć coś przeskrobie i wg mnie powinien wykazać skruchę. Zawsze tak robi, myślę więc że to musi być forma śmiechu ze zdenerwowania. Nie wygląda to jednak na nerwy.
Złapałam go za rękę, najprościej jak potrafię wytłumaczyłam co zrobił, ale nie sądzę, aby mnie zrozumiał. Popędziliśmy na poszukiwania Piotrka, który wyszedł ze sklepu szukac Kacpra w innym mallu.
Tata się jednak nie powstrzymał i wytargał go za ucho.
Uff... to był kolejny raz...
Nie mogliśmy jednak nigdzie znaleźć Kacperka. Nie pomagało wołanie, coraz głośniejsze i nasze bieganie po całym sklepie (a obszar był konkretny). W końcu, gdy bezowocne poszukiwania trwały już jakieś pięc minut, podleciałam do pierwszej z brzegu kasjerki i zapytałam komu można zgłosić zaginięcie dziecka. Ona się przeraziła, rzuciła kasę i pobiegła do menagera.
Polecili mi iść na bramki, którymi wychodzi się ze sklepu, uczulić obsługę aby nie wypuścili Kacpra ani samego, ani z nikim obcym. Menager zebrał dane Kacperka, powiedziałam mu również, że Kacper jest chory, że ma autyzm i nie będzie się komunikował. Menager ogłosił alarm przez megafon i cały sklep szukał dziecka.
Ja byłam dziwnie spokojna. To nie pierwszy taki numer. Przerabialismy gorsze. Mamy już nawet opracowany system w jaki sposób go szukać, tym razem nie miał on jednak zastosowania.
Trwało mniej więcej 15 minut, gdy zawolano mnie, że Kacperek sie znalazł. Był schowany na półkach pomiędzy sprzętem elektronicznym. Nic dziwnego, że nikt go nie mógł znaleźć.
Panie z działu elektronicznego, gdy zobaczyły mnie że nadchodzę, rzucily się wszystkie z lamentem :"Proszę go tylko nie bić! On nie rozumie." Oczywiście, że nie rozumie. Nie zrozumiałby też sensu bicia. Nie. Na pewno bym go nie uderzyła.
Kacper oczywiście śmial mi sie prosto w twarz, rzecz której nie moge scierpieć ilekroć coś przeskrobie i wg mnie powinien wykazać skruchę. Zawsze tak robi, myślę więc że to musi być forma śmiechu ze zdenerwowania. Nie wygląda to jednak na nerwy.
Złapałam go za rękę, najprościej jak potrafię wytłumaczyłam co zrobił, ale nie sądzę, aby mnie zrozumiał. Popędziliśmy na poszukiwania Piotrka, który wyszedł ze sklepu szukac Kacpra w innym mallu.
Tata się jednak nie powstrzymał i wytargał go za ucho.
Uff... to był kolejny raz...
wtorek, 4 listopada 2008
Przeprowadzka
Jesteśmy po przeprowadzce. Hmm...po? Jeszcze długo nie odważę się użyć słowa "po"...
Grunt, że można sobie wreszcie utorować drogę slalomem, pomiędzy pudłami i workami pełnymi naszego dobytku. Mieszkanie jest większe, cieplejsze, z miejscem parkingowym, więc odpadnie codzienne jeżdżenie w kółko przez godzinę w poszukiwaniu parkingu. To duży plus.
Jakoś trudniej mi uchwycić to, co dzieje się z Kacperkiem. Niby jest lepszy, ale gdyby ktoś mnie zapytał co się zmieniło, nie umiałabym odpowiedzieć. Coraz wyraźniej wyłania się pewna cecha jego charakteru, widzimy jego opiekuńczość w stosunku do Gysia (Kamilka). Kacper potrafi np. zareagować gdy Gyś rozlewa mleko chlapiąc butelka na wszystkie strony, podchodzi do niego, wyciera mu pobrudzona buzię, zabiera butelkę i odkłada w miejsce niedostępne. Dzieje się to nawet w momentach kiedy nikt go o nic takiego nie prosi. Zresztą, gdybyśmy prosili, pewnie by nie zrozumiał tak jak trzeba. Wie sam z siebie, z obserwacji.
Jelita Kacperka są w bardzo dobrym stanie już od jakiegoś czasu. SCD spisała się pod tym względem na medal. Dopiero w Wigilię będzie rok odkąd rozpoczęliśmy dietę, a po chorobie Kacperka nie ma śladu. Oczywiście nie wiem jaka byłaby reakcja na węglowodany złożone. Nie zamierzam w najbliższym czasie tego sprawdzać. Na diecie będzie na pewno do czasu wyjazdu do Brazylii.
W związku z tym postępem przestałam się kurczowo trzymać etapów diety. Kacper świetnie toleruje sporo surowych owoców, które są etapem czwartym. Usystematyzuję to wkrótce, opisze etap IV, aby na blogu znalazł się komplet wiedzy potrzebnej do pełnego przeprowadzenia SCD.
Musicie jednak poczekać na moja wenę, bo ta ostatnio całkowicie mnie opuściła, jak zreszta widać na blogu...
Zrobiłam dzisiaj nowe placki dla Kacpra. Zdjęcie wkleję jak odnajdę kabel USB w jednym z tysiąca pudeł walających się po domu. Proszę bardzo:
Cebulę i paprykę kroję w drobną kosteczkę, przysmażam na maśle klarowanym lub oleju kokosowym, Kiedy się zarumienią wlewam na nie uprzednio startą (na dużych oczkach) i porządnie odciśniętą cukinię, wymieszaną z 2 ubitymi jajkami, solą i pieprzem. Smażę jak omlet, po czym przewracam na drugą stronę i podsmażam jeszcze chwilkę. Smaczne. Pożywne. Ja używam małej patelni z nieprzywierającym dnem i omlet wychodzi gruby na ponad centymetr. Smaży się długo na wolnym ogniu. Zobaczcie:
Grunt, że można sobie wreszcie utorować drogę slalomem, pomiędzy pudłami i workami pełnymi naszego dobytku. Mieszkanie jest większe, cieplejsze, z miejscem parkingowym, więc odpadnie codzienne jeżdżenie w kółko przez godzinę w poszukiwaniu parkingu. To duży plus.
Jakoś trudniej mi uchwycić to, co dzieje się z Kacperkiem. Niby jest lepszy, ale gdyby ktoś mnie zapytał co się zmieniło, nie umiałabym odpowiedzieć. Coraz wyraźniej wyłania się pewna cecha jego charakteru, widzimy jego opiekuńczość w stosunku do Gysia (Kamilka). Kacper potrafi np. zareagować gdy Gyś rozlewa mleko chlapiąc butelka na wszystkie strony, podchodzi do niego, wyciera mu pobrudzona buzię, zabiera butelkę i odkłada w miejsce niedostępne. Dzieje się to nawet w momentach kiedy nikt go o nic takiego nie prosi. Zresztą, gdybyśmy prosili, pewnie by nie zrozumiał tak jak trzeba. Wie sam z siebie, z obserwacji.
Jelita Kacperka są w bardzo dobrym stanie już od jakiegoś czasu. SCD spisała się pod tym względem na medal. Dopiero w Wigilię będzie rok odkąd rozpoczęliśmy dietę, a po chorobie Kacperka nie ma śladu. Oczywiście nie wiem jaka byłaby reakcja na węglowodany złożone. Nie zamierzam w najbliższym czasie tego sprawdzać. Na diecie będzie na pewno do czasu wyjazdu do Brazylii.
W związku z tym postępem przestałam się kurczowo trzymać etapów diety. Kacper świetnie toleruje sporo surowych owoców, które są etapem czwartym. Usystematyzuję to wkrótce, opisze etap IV, aby na blogu znalazł się komplet wiedzy potrzebnej do pełnego przeprowadzenia SCD.
Musicie jednak poczekać na moja wenę, bo ta ostatnio całkowicie mnie opuściła, jak zreszta widać na blogu...
Zrobiłam dzisiaj nowe placki dla Kacpra. Zdjęcie wkleję jak odnajdę kabel USB w jednym z tysiąca pudeł walających się po domu. Proszę bardzo:
CUKINIOWY OMLET (Etap 3)
- bez cebuli i przy podgotowaniu papryki i cukinii będzie to etap 2
2 jajka
średniej wielkości cukinia
pól cebuli
ćwierć papryki
sól, pieprz
Cebulę i paprykę kroję w drobną kosteczkę, przysmażam na maśle klarowanym lub oleju kokosowym, Kiedy się zarumienią wlewam na nie uprzednio startą (na dużych oczkach) i porządnie odciśniętą cukinię, wymieszaną z 2 ubitymi jajkami, solą i pieprzem. Smażę jak omlet, po czym przewracam na drugą stronę i podsmażam jeszcze chwilkę. Smaczne. Pożywne. Ja używam małej patelni z nieprzywierającym dnem i omlet wychodzi gruby na ponad centymetr. Smaży się długo na wolnym ogniu. Zobaczcie:
niedziela, 19 października 2008
Ciasto kokosowo - marchewkowe
Przedstawiam Wam lekko zmodyfikowany przepis (oryginał ze strony Pecanbread) na mniamniuśne ciasto.
Voila!
CIASTO KOKOSOWO-MARCHEWKOWE (etap 3)
1 szkl startej surowej marchewki
3/4 szkl niesłodzonych wiórek kokosowych
6 jajek
1 szkl mąki migdałowej lub zmielonych orzechów nerkowca (lub migdałów)
3/4 szkl miodu
1 łyżeczka SCD ekstraktu z wanilii
1. W misce zmieszać marchewkę, kokos, miód i wanilię
2. Rozdzielić jajka, żółtka ubić do konsystencji kremu
3. Ubite żółtka połączyć ze składnikami z punktu 1 i odłożyć do lodówki na co najmniej godzinę lub do czasu aż płyny się wchłoną
4. Dodać mąkę migdałową i wymieszać
5. Ubić białka z odrobiną soli
6. Połączyć delikatnie pianę z białek z pozostałymi składnikami
Ja piekłam ciasto w żaroodpornym naczyniu wyłożonym pergaminem. Nie wiem czy pergamin jest tu konieczny, ale wolałam nie ryzykować.
7. Wkładamy ciasto do rozgrzanego do temp. 220 C piekarnika na 10 minut, po czym redukujemy temp do 180C i pieczemy dodatkowe 20-30 minut lub do czasu, aż ciasto zacznie odstawać od brzegów brytfanny
8. Studzić na ruszcie
Etykiety:
ciasta,
przepisy - etap 3
środa, 15 października 2008
Casa de dom Inatio
Tak wygląda miejsce dokąd mamy pojechać.
Brazylia, Abadiania: http://www.photoshow.com/watch/FA5vN9QI
Brazylia, Abadiania: http://www.photoshow.com/watch/FA5vN9QI
sobota, 11 października 2008
Indycze lub wołowe klopsy
Zrobiłam je dzisiaj Kacperkowi. Bardzo szybki przepis, prosty i pyszny. Polecam:
1/2 kg mielonej wołowiny lub indyka
1/2 szkl mąki orzechowej
sól, pieprz, czosnek do smaku
1 jajko
wszystkie składniki mieszamy w malakserze na gładko. Brytfannę wykładamy folia aluminiową, rozgrzewamy piekarnik do 190 C i pieczemy około 20-30 minut. Smakują wybornie z SCD ketchupem.
UWAGA: ze względu na mąkę orzechową jest to etap 3 diety!
Etykiety:
przepisy - etap 3
Subskrybuj:
Posty (Atom)