sobota, 12 kwietnia 2014

Gorączka jako tarcza obronna Twojego organizmu

Nie jestem lekarzem, jednak ze względu na chorobę Kacperka mam za sobą  wiele  godzin rozmów z lekarzami w Stanach i troszkę też w Polsce. Interesuję się też tym tematem i sporo czytam, dlatego chciałam podzielić się z Wami moim poglądem na sprawę gorączki. Może komuś przyda się ten tekst, może pomoże spojrzeć troszkę inaczej na tę kwestię. 


***
Zapewne wielu z Was martwi się bardzo kiedy u dziecka pojawia się gorączka. Dzwonicie do lekarza, jedziecie  na pogotowie, staracie się podać coś przeciwgorączkowego lub ci bardziej "naturalni" kąpiele chłodzące w ciepłej wodzie. Dlaczego tak działamy? Bo lekarze przyzwyczaili nas myśleć, że każda gorączka jest niebezpieczna. Każdy jeden stopien wyżej wprowadza nas w coraz większe nerwy.



Nauczyliśmy się myśleć stereotypem, że czym większa gorączka, tym dziecko poważniej chore. Dlatego na nocnym dyżurze pogotowia tak wielu zatroskanych rodziców z gorączkującym dzieckiem na ręku. Jest coś zakodowane w nas, że gorączka sama w sobie stanowi niebezpieczeństwo. Taki pogląd przekazuje nam rodzina, znajomi i przede wszystki lekarze pytając na wejściu "Czy dziecko gorączkuje? Tak? Trzeba jak najszybciej coś z tym zrobić."

Mamy jakieś wewnętrzne przekonanie, że jeżeli pojawia się gorączka, to trzeba ją koniecznie zbić i to jak najszybciej.

Na szczęście są jeszcze lekarze, którzy do sprawy podchodzą profesjonalnie. Samo pojawienie się gorączki nie świadczy o tym, że coś koniecznie trzeba z nią zrobić. Dużo poważniejszymi objawami, które mogą być naprawdę niebezpieczne są: przede wszystkim  bardzo groźny objaw  dziecka "lejącego się przez ręce", słabego, bladego, mającego problem z oddychaniem lub kiedy pojawia się nietypowe zachowanie. Mogą to być pierwsze objawy bardzo groźnych chorób.

Jeżeli gorączce towarzyszą objawy z grupy typowej, czyli kaszel, katar, czerwone gardło, objawy osłuchowe, bólu itp wtedy lekarz dostaje więcej informacji i na ich podstawie może i powinien rozpocząć leczenie.
Jednakże jeżeli wyłącznym  objawem, który może stwierdzić lekarz jest gorączka, powinien jedynie powiedzieć, aby obserwować dzieci i odesłać je do domu.

Rodzice generalnie nie lubia takiej postawy u lekarza. Jak to? Przychodzę z gorączkującym dzieckiem, a on mnie odsyła do domu? Nic nie zapisuje? Nie trudno po takim doświadczeniu dojść do wniosku, że lepiej poszukać innego lekarza.
Zapewne wielu z nich ma na swoim koncie takie doświadczenia, więc teraz nauczeni przejściami, wolą zapisać cos dla świętego spokoju. Zleciłem leczenie, zająłem się dzieckiem. Jest dobrze.

Pomyśl jednak, zaoszczędzisz dziecku wielu nieprzyjemnych testów, prześwietleń, zbędnych leków, potencjalnego zarażenia się inną choroba od przesiadywania na poczekalni, gdzie pełno kasłających osób obok.  Poznaj kilka podstawowych faktów na temat gorączki:


1. temperatura 36.6 nie jest typowa dla każdego.  Jest to tylko statystyka i szczególnie odnosi sie to do dzieci.  Badano, że dziecięce temperatury w czasie zdrowia oscyluja pomiędzy 35.8, a 37.4. W grupie badanych dzieci znaleziono tylko kilkoro z dokładnym 36.6.  Temperatura podlega również wahaniom w ciągu dnia. Zazwyczaj po poludniu, około godziny 17- tej jest najwyższa.

2. Temperatura u dziecka może podnieść się z wielu powodów, nie koniecznie z powodu choroby. Przykładem może być czas intensywnego trawienia po obfitym posiłku, czas owulacji u dojrzewających dzieczynek, może to też być efekt uboczny zażywania leków antyhistaminowych i innych.

3. Gorączka, która powinna wzbudzić faktyczne zaniepokojenie zazwyczaj wynika z wcześniejszego wydarzenia. Może to być zatrucie środkiem toksycznym, pokarmowe, pochodzące ze środowiska oraz wydarzenia, które na skutek przegrzania prowadzą do wysokiej gorączki (takie jak:  nadmierne przebywanie na słońcu i związany z tym potencjalny udar, bardzo intensywny wysiłek fizyczny w gorący dzień, zbyt długi pobyt w saunie bądź jacuzzi). Są to przypadki bardzo niebezpieczne i jeżeli gorączka wystąpiła po wydarzeniach tego typu, nie zwlekaj i jedź do szpitala. Jeśli mozliwe zabierz ze soba środek trujący, który prawdopodobnie spożyło dziecko.

Inną sytuacją, kiedy wymagana jest nasza natychmiastowa reakcja, jest nagła utrata świadomości, przewrócenie sie dziecka, szczególnie jeśli ma to miejsce po wcześniejszej ekspozycji na gorąc, wysiłek. Wtedy nie ma czasu na telefony do lekarza, bierz dziecko i jedź do szpitala.

4. Odczyty temperatury będa różne w zależności od tego jak była mierzona.  Najwyższa jest temperatura mierzona doodbytniczo, natomiast doustnie i pod pachą daje niższy wskaźnik (nie dotyczy to niemowląt, u nich różnice prawie nie istnieją i nie ma potrzeby badać ich doodbytniczo). Czy wiecie że przypadkowa perforacja odbytu u niemowlęcia w 50 % kończy się zgonem? Domyślam się, że trudno przebić błonę odbytu termometrem, ale w związku z tak dużym niebezpieczeństwem podaję tę informację.

5. Wszystkie te zasady nie dotyczą dzieci poniżej 6 miesięcy. Jeżeli gorączka występuje u takiego malucha, należy skontaktować się z lekarzem niezwłocznie.

6. Ważną rzeczą jest, aby pamiętać żeby w przypadku gorączki nie ubierac dziecka ciepło. Nie zakopywać pod dwoma pierzynami "bo musi sie wypocić" , nie ubierać kolejnej warstwy "bo może je zawiać i się pogorszy", lub też "trzeba go przykryć bo ma dreszcze i się trzęsie". Wręcz przeciwnie. Kierując się takimi zasadami podniesiemy tylko temperaturę dziecka. Dobrą zasadą jest ubrać je tak, jak sami jesteśmy ubrani i czujemy sie komfortowo.

7. Zdecydowana większość gorączek bierze się z powodu infekcji wirusowej lub bakteryjnej, z którą organizm o sprawnym systemie immunologicznym sam sobie poradzi, jeżeli nie będziemy mu tego utrudniać. Warto na to zwrócić uwagę. Czym częściej organizm musi poradzić sobie sam, tym jego system immunologiczny staje sie silniejszy. Czym bardziej pomagamy mu środkami z zewnątrz, tym bardziej robi sie leniwy.  Zwykłe przeziębienie może podnieść temperaturę do ponad 40 stopni, ale nawet w takim przypadku nie ma powodu do paniki. Jak pisałam wyżej, dużo groźniejszy jest objaw dziecka "lejącego się przez ręce".

Co zatem powinniśmy robić w przypadku gorączki? Przede wszystkim podawać płyny. Na pewno słyszeliście już o tym, jak złym połączeniem jest herbata z cytryną. Lepiej dać wodę z cytryną i miodem (przy kaszlu zdecydowanie najlepiej radzi sobie miód gryczany), można też zaproponować herbatkę imbirową, pitą co godzinę, o której pisałam niedawno, może to też być domowej roboty sok z malin lub aronii, a jeżeli dziecko jest wybredne, ważne by dać cokolwiek będzie chciało, żeby tylko piło.

Ważne aby pamiętać, że na infekcje wirusowe w zasadzie nie ma jakiegoś konkretnego lekarstwa z którym dobrze się utrafi. Zdecydowanie lepiej poradzi sobie organizm sam, trzeba mu jedynie zapewnić warunki: dużo snu, odpoczynku, płynów, spokoju i czasu.

Powiem Wam, że moje dzieci praktycznie w ogóle nie chorują. Owszem, zdarzy się że któryś wróci do domu z gorączką, ale zazwyczaj na drugi dzień nie ma po chorobie śladu. Nie chcę krakać, ale od dobrych kilku lat stosuję metodę nie przeszkadzania organizmowi i widzę świetne rezultaty u obu chłopców. Gdybym widziała, że sprawa idzie ku gorszemu, na pewno zareagowałabym w inny sposób. Są jednak obserwowani i jak dotąd dobrze radzą sobie w tych walkach sami.

8. To nie wysokość temperatury świadczy o powadze sytuacji.  Są bardzo poważne choroby przebiegające z niewielka temperaturą, są też zwykłe infekcje gdzie gorączka może podnieśc sie do ponad 40 stopni. Jeżeli nie towarzyszą temu objawy takie jak wymioty, problemy z oddychaniem lub też inne  opisane wyżej, nie ma powodu do niepokoju. Dziecko, u którego rozwija się coś poważnego jak np. zapalenie opon mózgowych  zwróci Waszą uwagę swoim wyglądem, zachowaniem, bedziecie czuć niepokój, bo będzie widać że dzieje się cos nietypowego, niepokojącego. Jeśli zaś przy gorączce dziecko jest wesołe, bawi się, zachowuje normalnie nie trzeba sie niepokoić bez względu na wysokość gorączki.

9. Gorączki ze zwykłych infekcji wirusowych i bekteryjnych nie podnoszą się niepowstrzymanie w nieskończoność i nie przekroczą 40.5 stopnia. Także pamiętajcie, że obniżanie dziecku temperatury nie pomoże mu w niczym oprócz lepszego samopoczucia, wydłuży natomiast czas trwania infekcji.

Gorączka to mechanizm obronny organizmu. Ciało wywołuje ją celowo, żeby zniszczyć intruza, który wkroczył z zewnątrz. Jeżeli obniżamy gorączkę zabieramy mu zdolnośc bronienia się. Atakujący wirus bądź bakteria zaczyna czuć się raźniej i bardziej nabroi w organiźmie. Gorączka jest więc pożądanym objawem przy infekcji, wręcz miłym gościem i tak powinna być traktowana. Obecność gorączki mówi Ci tylko tyle, że organizm jest w stanie całkowitej gotowości i że rozpoczął walkę. Nie zabierajmy mu jego najsilniejszej broni.

Oto w skrócie, jaki proces zachodzi w trakcie infekcji: System immunologiczny rozpoznając intruza wytwarza  dodatkowe białe krwinki zwane leukocytami. Służą one do zwalczania wirusów i bakterii. Leukocyty zaczynają ruszać się szybciej i jest ich znacznie więcej. Pędzą w kierunku lokalizacji infekcji. Gorączka usuwa z krwi również żelazo, którego patogenne organizmy potrzebują, aby przeżyć. Podnosi sie produkcja interferonu, substancji przeznaczonej do walki z chorobą. Proces jest złożony i nie ma tu sensu wchodzic w terminologię medyczną, chcę tylko powiedzieć, że obecnośc gorączki mówi nam, że walka organizmu ruszyła pełna parą, że ciało nie poddaje się i tym zacieklej walczy im wyższa gorączka. Nie przeszkadzajmy mu. 

W próbach na zwierzetach wykazano, że większą śmiertelność miały te grupy zwierząt, którym w trakcie trwania infekcji obniżano gorączkę.  Czym wyższa gorączka była utrzymywana u zwierząt, tym bardziej rósł wskaźnik przeżycia. 

Rekomendacja lekarska: Jeżeli Twoje dziecko ma goraczkę  z powodu infekcji powstrzymaj sie przed obniżaniem gorączki lub kąpielami chłodzącymi. Pozwól gorączce przetrawić organizm. Jeżeli nie możesz się powstrzymać przetrzyj czoło lub daj jedną tabletkę paracetamolu o sile odpowiedniej do wieku dziecka. Nie rób niczego więcej, chyba że gorączka trwa ponad trzy dni, towarzyszą jej dodatkowe objawy, lub dziecko zaczyna wyglądać gorzej. W takim wypadku jedź do lekarza.  Chcę podkreślić, że obniżając gorączkę zakłócamy naturalny mechanizm obronny, wprowadzamy zamieszanie w systemie immunologicznym.  Destabilizujemy naturalne procesy.



Przy okładaniu kompresem chłodzącym pamiętajcie że to nie temperatura wody chłodzi organizm tylko proces ewaporacji. Nie powinna więc byc zimna, raczej komfortowo neutralna. 


11. Gorączki wywołane typową infekcją wirusową bądź bakteryjną nie spowodują uszkodzenia mózgu lub nieodwracalnego uszkodzenia ciała. Jest to jeden z wielu mitów, że gorączka "zbyt" wysoka uszkadza mózg.  Tak się dzieje przy skrajnych temperaturach, ale z powodu infekcji wirusowej bądź bakteryjnej gorączka nie przekroczy 41 stopni.  Układ immunologiczny ma nie do końca wyjaśniony mechanizm zabezpieczający, który nie pozwala gorączce podnieść się wyżej z powodu infekcji. Owszem, bywaja takie gorączki, ale spowodowane są zatruciem lub udarem słonecznym i wtedy są bardzo groźne.

12. Drgawki nie są powodowane przez wysoką temperaturę. Drgawki wywołuje gwałtownie podnosząca się temperatura. Nie spotyka się w medycznej literaturze, aby takie drgawki wywoływały ciężkie zmiany. W badaniu na próbie 1,706 dzieci, które doświadczały drgawek gorączkowych nie było ani jednego przypadku śmierci lub uszkodzenia mechanicznego.  Nie ma również żadnych dowodów na to, że tego typu drgawki mogą wywołać epilepsję. Zwykle przechodzą na zawsze po ukończeniu 5 roku życia. Sama je przechodziłam jako dziecko i pamiętam  że wywolywało to duży niepokój u moich rodziców. Nie ma się co dziwić, wygląda to naprawdę poważnie, nie jest jednak niebezpieczne. Wystarczy upewnić się, że dziecko nie spadnie, nie przygryzie sobie języka oraz po ustaniu drgawek jakiś czas nie podawać nic do picia i jedzenia aby uniknąć ryzyka  zadławienia. 

Moje dzieci nigdy nie miały drgawek gorączkowych, ale też napewno bym się przestraszyła. Wiem, rozumiem, to jest niejako instynktowne. U nas wygląda to tak, że na noc dostają czasem coś przeciwgorączkowego, natomiast w ciągu dnia pozwalam gorączce swobodnie przetoczyć się przez organizm (czasem przyznam, kapituluję gdy przekracza  39 C, choć nie zdarza się to często). Leżą, popijają ile wlezie. Lubię używać robionych w domu kropli propolisowych i bezogniowych baniek, kiedy jest ku temu powód. Spróbujcie zrobić sobie takie krople:


KROPLE PROPOLISOWE NA INFEKCJE:

1/2 szklanki posiekanych ząbków czosnku
1 szklanka spirytusu
5 łyżek mikstury propolisowej (do kupienia w aptece)
2 łyżki zmielonych goździków

Czosnek i goździki zalewamy spirytusem i zamykamy w szczelnym słoiku na dwa tygodnie. Odstawiamy w ciemne miejsce. Trzeba często nim potrząsać, aby składniki ładnie sie połączyły. Następnie przecedzamy płyn, odciskamy mocno cały czosnek i do tego odciśniętego płynu wlewamy miksturę propolisową.  Odstawiamy na tydzień i po tym czasie mamy krople gotowe.

Dawkowanie : 1 łyżeczkę rozpuszczamy w pół szklanki mleka, a przy diecie SCD robię w ten sposób, że dużą łyżkę miodu rozpuszczam w pół szklanki gorącej wody i do tego wlewam łyżeczkę kropli propolisowych.  Kacperek to chętnie wypija. Można też podać je z mlekiem orzechowym,  i reszta jak przy tradycyjny podaniu. Krople podaje do trzech razy dziennie.

Zastanawiam się ile razy Kacperek, jeszcze w wieku kiedy nie miał autyzmu, uniknąłby niepotrzebnych antybiotyków, gdybym wiedziała, że gorączka jest potrzebna do zwalczenia choroby i może zastąpić niejeden antybiotyk. 

Kamil pije też chętnie syrop z cebuli, Kacper nie może bo zawiera cukier, ale za to lubi jeść ząbki czosnku i surowa cebulę, więc mam o tyle łatwiej. Przy suchym kaszlu daję Kamilkowi syrop z buraka, ale Kacper na SCD nie może. Staramy się, o ile to możliwe, walczyć z infekcjami metodami naturalnymi.

Nie uważam też, że gorączkujące dziecko musi koniecznie leżeć w łóżku. Jeżeli czuje się na siłach i chce, nic nie stoi na przeszkodzie aby chodziło po domu. Jeżeli pogoda jest odpowiednia,  to również nie widzę powodu, aby nie posiedziało na ogrodzie. Świeże powietrze na pewno nie zaszkodzi, dobry rosołek wzmocni. Odżywienie jest ważnym elementem w walce z infekcją. Gorączka spala wiele kalorii.

Nie pakujmy w nasze dzieci połowy apteki, zawierzmy trochę sile organizmu i sprawności systemu immunologicznego. Budujmy go, a nie osłabiajmy.

Na koniec przeczytajcie jeszcze doskonały artykuł na ten temat. To powinno przekonać Was już całkowicie. Tutaj jest następny dla tych, którzy wciąż nie są przekonani.

Źródlo: "How To Raise A Healty Child In Spite Of Your Doctor"  Robert S. Mendelsohn MD

piątek, 11 kwietnia 2014

Co niszczy naszą odporność?

Coś co budujemy od pierwszego dnia życia, coś co utrzymuje nas przy życiu i w zdrowiu   - naszą odporność - musimy ją szanować. Musimy ją budować, a nie niszczyć. Czy zastanawialiście się kiedyś dokładnie nad tym jakie czynniki powodują, że nasza odporność leży? Nie działa jak przed laty?

Najważniejszym czynnikiem  jest nasza dieta. Jesteśmy tym co jemy, czyż nie?


  • Dieta bogata w cukier, napoje typu cola, lody i  cukierki, kupne jogurty pełne cukru  jest najgorszym wyborem dla organizmu. 


  • Przetworzone węglowodany takie jak ciasta, biszkopty, chrupki, płatki śnadaniowe, biały chleb i makarony.

  • Sztuczne i niezdrowe tłuszcze trans, margaryny, pseudo masła, słabe oleje roślinne i produkty zawierające te tłuszcze.

  • Słabej jakości białko, które dostarczamy naszemu organizmowi. Potrzeba mu wiele wartościowego i różnorodnego białka z dobrego mięsa i ryb, jajek, nabiału, orzechów i nasion.


  • Kontakt ze wszechobecną chemią, środki do prania i szorowania, do dezynfekcji, do szyb, kosmetyki, farby, środki ochrony roślin, lista jest bardzo długa.


  • Ekspozycja na radiację z urządzeń elektronicznych takich jak  telewizory, komputery, playstation, komórki, linie wysokiego napięcia i inne. 


  • Leki, głównie antybiotyki, sterydy, antydepresanty, środki przeciwbólowe, przeciwwirusowe i leki stosowane przy nowotworach, wszelkie używki


  • Brak częstego kontaktu ze świeżym powietrzem i mała aktywnośc fizyczna


  • Niedostateczny kontakt ze światłem słonecznym


  • Brak kontaktu z szerokim spectrum mikroorganizmów w środowisku. Zbyt przesadne czyszczenie i sterylizowanie powierzchni jest ściśle powiązane z brakiem odporności. Układ immunologiczny musi być ciągle stymulowany kontaktem z zagrożeniami.

Źródło: "Gut And Psychology Syndrome" Natasha Campbell-McBrideMD, 2010

środa, 9 kwietnia 2014

Świątecznie

Kto powiedział, że jadłospis osoby na diecie SCD jest monotonny, bez smaku, jałowy? Nic podobnego:) Ta dieta, jak mało która, dopuszcza ciastka i wypieki, a także, jak zaraz zobaczycie, możliwość przygotowania przyjemnych i ogólnie lubianych dań wielkanocnych. Przynajmniej ich części. Zapraszam:

Odsłona pierwsza:

SAŁATKA JARZYNOWA SCD (etap 3)



Żeby spełniła wymogi SCD trzeba zastosować sie do kilku wskazówek. Po pierwsze bez ziemniaków. Po drugie majonez domowej roboty. Po trzecie ogórki kiszone (nie konserwowe i  nie kwaszone! - kiszenie, a kwaszenie to nie to samo, poniżej wyjaśnienie).

3 marchewki
1 pietruszka
1 mały seler 
4 jajka na twardo
3-4 ogórki kiszone
1 jabłko
sól, pieprz, kurkuma (dosypuję ją wszędzie), domowy majonez SCD, natka pietruszki

Nie opisuję jak ją wykonać, bo chyba każda kobieta zna takie banały. Nasza wyszła pyszna:)

Odsłona druga:

PASZTET WIELKANOCNY SCD (etap3)


Nie bójcie się go zrobić, że wyjdzie jakiś za suchy, czy nie tak dobry jak zwykły  pasztet. Gwarantuję, że przy zachowaniu moich proporcji wychodzi wyśmienity, znika w przeciągu 2 wieczorów (a tu jest podana ilość na dwie blaszki), nadaje się doskonale do mrożenia, a goście będą pełni zachwytu.

25 dkg cielęciny (łopatka, jakieś tłuste)
25 dkg wieprzowiny (łopatka)
25 dkg słoniny
25 dkg boczku surowego
vegeta SCD ( można pominąć)
białka 3 jajek
2 marchewki
2 pietruszki
1 średni seler
1 por
1 cebula
50 dkg wątróbki wieprzowej
gałka muszkatułowa, tymianek , sól, pieprz

Mięsa i warzywa wrzucamy do dużego gara, dodajemy liśc laurowy i kilka ziaren angielskich i wszystko gotujemy razem, z wyjątkiem wątróbki, którą podsmażamy wraz z cebulą i porem na osobnej patelni. (Watróbki w trakcie smażenia nie solimy, bo zrobi sie twarda).

Po ostudzeniu całość mielimy dwa razy.

Do masy mięsnej dodajemy gałkę muszkatułową, sól, pieprz, tymianek, ilość według własnych preferencji.  Ubijamy 3 białka, delikatnie mieszamy z resztą. Dwie blaszki o wymiarach 30 x 10 smarujemy  olejem i wykładamy papierem do pieczenia.  Nakładamy masę mięsną do 3/4 wysokości. Pieczemy jedną godzinę w 180 C. 

Gwarantuję, że będzie smakować:)


Teraz wspomniane wyjaśnienie dotyczące kiszenia. 

Kiszenie jest to proces naturalny, stosowany od stuleci, wymagający czasu i wytworzenia sie kwasu mlekowego, samoistnie na skutek procesu fermentacji. Proces ten wpływa  wspaniale na kondycję układu pokarmowego, dostarcza wielu cennych mikroorganizmów, witamin B1, B2, B3 , C, E, tworzy  acetylocholinę odpowiedzialną za przekaz impulsów nerwowych w organiźmie, poprawia perystaltykę jelit.

 My niedawno zaczęliśmy w domu kisić kapustę i moje dzieci codziennie ją jedzą. Niedługo napiszę Wam jak ją przygotowujemy. Dawno temu, dzięki kiszeniu warzyw, ludzie byli w stanie przetrwać surowe zimy bez szkorbutu, jako że z kiszonek czerpali całe bogactwo witamin i minerałów.

Kwaszenie zaś to proces całkowicie sztuczny. Warzywa zakwasza się dodając do wody octu, wytrąca się z niego kwas octowy, który niekorzystnie wpływa na nasze zdrowie zabijając czerwone krwinki. Niestety na półkach sklepowych produkty kwaszone królują i przyznam że kiedyś też nie wiedziałam, że kiszenia a kwaszenie to dwa zupełnie różne procesy i kupowałam jak leci. Nigdy więcej.
 

Wracając jednak do  tematu Świąt polecam również popularne jajka faszerowane. Na szczęście mamy tutaj duże pole do popisu, bo dieta dopuszcza wiele ze składników, których możemy użyć do zrobienia takich jajek. Ja podaje dwie propozycje:

JAJKA FASZEROWANE Z PIECZARKAMI (etap 3)


Jajka na twardo wydrążam, Do blendera wrzucam zółtka, podsmażone pieczarki, natkę pietruszki, pieprz, sól, czerwoną paprykę i wszystko dokładnie miksuję dolewając po troszkę oleju lnianego, tylko tyle, aby składniki ładnie się połączyły.  Farsz nakładam na białka, posypuję dla dekoracji słodka papryką i gotowe:)


oraz druga propozycja:


JAJKA FASZEROWANE ZAPIEKANE POD ORZECHOWĄ PANIERKĄ (etap 4)



Ugotowane jajka na twardo delikatnie przekrawam wzdłuż nie obierając ze skorupki. Środek wydrążam, wrzucam do blendera razem z tuńczykiem w oleju, kilkoma śliwkami suszonymi, drobno pokrojoną zieloną papryką, suszoną cebulką SCD i czosnkiem SCD, dodaję chili do smaku, sól i pieprz. Blenduję dolewając odrobinę oliwy z oliwek do połączenia składników. Jajka wypełniam powstałym farszem, posypuję grubo mielonymi orzechami włoskimi, dociskam i kładę na patelnię z rozgrzanym masłem klarowanym panierką w dół. Podsmażam na średnim ogniu 2-3 minuty do zezłocenia się panierki. Pychotka:) 



poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Żurawina

No i klops. Zaliczyliśmy wtopę. Co się stało, juz się nie odstanie, a człowiek uczy się najskuteczniej na własnych błędach. Kupiłam dzisiaj pół kilo żurawiny, takiej na wagę. W domu zerknęłam na metkę i mało nie odleciałam. Skład: żurawina, olej, cukier i kilka jeszcze podejrzanych składników. Zgroza.

Teraz zastanawiam się czy 100% dostępnej w Polsce suszonej żurawiny tak wygląda, czy tylko w Auchan trafił mi sie taki kwiatek. Pamiętam, widywałam w Stanach cierpką i suchą, pomarszczoną żurawinę i pewnie taka właśnie nie była niczym traktowana. Była też świeża w sezonie, może i tutaj taką znajdę tylko teraz akurat nie sezon. Poszukam też na dziale mrożonek. Dam znać. (2015: są mrożone)
W Polsce jednak zawsze spotykam się z podobnymi do tej mojej nieszczęsnej dzisiejszej... 

Muszę więc wprowadzić zasadę, że kupujemy wyłącznie żurawinę paczkowaną i opisaną. Na wagę odpada. Jeśli jest taka, że jemy ją bez skrzywienia ust - odpada (nie ma problemu można samemu dosłodzić miodem). Naturalnie jest przecież cierpka. Idąc dalej tym torem myślowym ...hmm...myślę, że będę też czytać opisy na opakowaniach rodzynek. Zresztą dobrze wyrobić sobie nawyk czytania opakowań wszystkiego.  Jak widać cukier jest dosypywany obecnie do wszelkich pokarmów. Prosta odpowiedź na pytanie dlaczego jest coraz więcej otyłych ludzi wśród nas.

Zamieszczam ostrzeżenie przy przepisie na muffiny żurawinowe. 

Kilka osób prosiło mnie ostatnio o przepis na chleb migdałowy, który jest naprawdę dobry i Kacper często nosi go do szkoły. Na dzień dzisiejszy jest to nasz podstawowy, codzienny chleb.

CHLEB MIGDAŁOWY (etap 3) 

5 szklanek mielonych drobno (na mąkę), bez skórki, migdałów
7 jajek 
1/2 szklanki oliwy z oliwek
1 szklanka wody mineralnej gazowanej
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli morskiej

Szklanka = 250 ml. Piekarnik rozgrzewam do 170 C . Rozdzielam jajka, ubijam pianę z białek na sztywno. W osobnej misce mieszam pozostałe składniki, na koniec łączę delikatnie z pianą. Przekładam do formy (moja 33 x 11) i piekę 1.5 godziny. Smacznego:)

Dobrze kroi sie na kromki, jest tylko delikatny, troszkę łamliwy, za to utrzymuje świeżośc do 5 dni, bardzo dobrze się mrozi.

Pożyczona zupa z soczewicy:)

Często zaglądam do Gosi na bloga "Qchenne inspiracje" (ciekawy blog, zajrzyjcie) i tam niedawno Gosia podała przepis na zupę, którą wymyśliła dla ludzi zainteresowanych zdrowym trybem życia. Pomyślałam, że łatwo ten przepis troszkę zmienić, tak aby spełniał wymogi SCD  i ugotowałam ją. Jedliśmy wczoraj i już wiem że często będzie u nas gościć. Jest pyszna. Serdecznie  ją więc  polecam.

SCD ZUPA Z SOCZEWICY  (etap 4)



Z podanych składników ugotować wywar: porcja rosołowa, 3 litry wody, 2 liście laurowe, zielona część pora, 2 gałązki selera naciowego, 4 ziarenka ziela angielskiego, sól, pieprz

Pozostałe składniki: 
1 łyżka masła klarowanego ghee
1 cebula
2 duże marchewki
1 duża pietruszka
2 ząbki czosnku
1/4 łyżeczki zmielonego kminku
6 pomidorów krojonych bez skórki 
1 ekologiczna passata pomidorowa (zdjęcie poniżej, do kupienia w Auchan na dziale ze zdrową żywnością)
z braku powyższej można dodać 2 litry odparowanego do gęstości soku pomidorowego 
250 gram pomarańczowej soczewicy (każdy kolor pasuje) - namoczonej zgodnie z zaleceniami diety przez 12 godzin
1 duża łyżka świeżego  startego imbiru
1 duża łyżka majeranku

Marchewkę i pietruszkę ścieramy na tarce. Cebulę kroimy w kostkę. Warzywa podsmażamy na klarowanym maśle, dodajemy przeciśnięty czosnek, imbir, pomidory i passatę pomidorową. Dusimy 5 minut.

Wywar przelewamy przez sito i wlewamy do warzyw. Doprowadzamy do wrzenia i wyłączamy. Ostygnięte (aby nie stępić noży) blendujemy na gładką masą. Do zupy dorzucamy soczewicę, kminek i gotujemy do miękkości soczewicy (kilka minut). Pod koniec zbieramy z zupy pianę i dopiero wtedy wsypujemy majeranek.
Mniam!:))


 No i na koniec moi chłopcy na wczorajszym wieczornym spacerku:))


sobota, 5 kwietnia 2014

Muffiny i nie tylko

Przedstawiam Wam przepis mojego autorstwa (juhuu, jak robię Kacperkowi w kółko to samo, to już zaczyna brakować mi cierpliwości, choćby to była potrawa z grona 40 ciągle tych samych).

MUFFINY BANANOWO ŻURAWINOWE (5 etap jeśli z żurawiną, jeśli bez niej to 3 )



1 szklanka mielonych nerkowców
2 dojrzałe banany
garść suszonej żurawiny (opcja) - kupujcie tylko paczkowaną i czytajcie skład. Ta na wagę jest smarowana olejem zmieszanym z cukrem więc jest absolutnie zabroniona! Na internecie i w niektórych sklepach ze zdrową żywnością mamy żurawinę niesłodzoną, suszoną naturalnie. Tylko taką możemy stosować. 
1/4 szkl oliwy
1 duża łyżka miodu
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka octu
2 jajka ( białka oddzielnie)

Banany rozgniećcie dokładnie (można widelcem) na  papkę. Jeźeli banan jest dojrzały, czyli brązowiejący, to pójdzie to bardzo łatwo. Ubijcie pianę z białek na sztywno. Wszystkie pozostałe składniki zmiksujcie razem, na końcu delikatnie połączcie z białkami. Wsadzamy do pieca 190 C na 15-20 minut , sprawdzamy patyczkiem czy gotowe. Nie pomijajcie tego octu, w ogóle go nie czuć, a powoduje on ze muffiny staja się pulchne i delikatne. Świetna potrawa na zabranie do szkoły, na poprawienie humoru jeśli czekolady nie wolno. Chłopcy już spali gdy piekłam je wczoraj, więc rano była niespodzianka i wiele frajdy:)

Załączam również mój nowy wynalazek, kolejny chleb, zawsze to coś nowego, odmiana dla dzieci i smakuje wybornie.


CHLEB ORZECHOWY (etap 3)

3 szklanki zmielonego kokosa (nie wiórki, ma być drobno zmielony)
2 szklanki zmielonych orzechów włoskich
7 jajek ( białka osobno)
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka sody
1/2 szklanki oliwy z wytłoczyn z oliwek
1 szklanka wody gazowanej


Rozgrzejcie piekarnik na 170 C. Ubijcie pianę z białek na sztywno. Wszystkie pozostałe składniki zmiksujcie. Delikatnie połączcie z białkami. Formę (moja 33x11) wyłóżcie papierem do pieczenia i przełóżcie do niej chleb. Piecze się 1.5 godziny, a gdy ostygnie, można zacząć kroić i rozkoszować się wspaniałym smakiem:)

U nas jest to podstawowy, codzienny chleb. Mam taki system, że robię go z podwójnej ilości składników, a użyte orzechy dowolnie zmieniam w proporcjach, pilnując tylko by nie dać bardzo dużo kokosa, bo to zdominuje smak.  Wychodzi wtedy dwa większe i trzeci mniejszy chlebek. Jeden Kacperek je od razu, dwa pozostałe zamrażam i w ten sposób mogę chleb robić rzadziej i mieć więcej czasu dla siebie. Potrzebna tylko wielka micha do wymieszania składników.

środa, 2 kwietnia 2014

Smutne dane zza oceanu

Dzisiaj 2 kwietnia przypada Światowy Dzień Świadomości Autyzmu


Tego dnia wiele budynków na całym świecie zostaje oświetlonych na niebiesko, aby zwrócić uwagę społeczeństwa na tę ciężką i rozwijająca się w coraz większym tempie chorobę. 






Właśnie podano najnowsze statystyki dotyczące skali  autyzmu w Stanach Zjednoczonych. Niestety, dane te wciąż rosną w dużym tempie, przypadków przybywa,  a na horyzoncie nie widać niczego, co miałoby tę straszną eskalację powstrzymać. 

Amerykański  Center for Disease and Prevention podał, że pośród 8 latków badanych w roku 2010 występuje autyzm u 1 na 68 dzieci, w tym u 1 na 42 chłopców i 1 na 189 dziewczynek. Daje to ponad milion dzieci z autyzmem w samych Stanach Zjednoczonych. 

Pamiętam, że kiedy zachorował Kacperek słyszało sie o statystykach w granicach  1 dziecko na 170 i już wtedy bito na alarm, że ilości chorych dzieci z niewyjaśnionego dotychczas na 100% powodu gwałtownie rośnie.  W latach 70-tych 20 wieku statystyki wynosiły 1 dziecko na 10000, ale trzeba wziąć pod uwagę gorsze metody diagnostyczne w tamtym okresie (osobiście ten argument do mnie jednak nie przemawia, bo skoro to wina metod diagnostycznych to powinniśmy mieć teraz całe mnóstwo autystycznych dorosłych, przecież nie wyparowali, a ta choroba z wiekiem nie mija). Gdy Kacper miał 3-4 latka  było już 1 dziecko na 120 i tak dalej, cały czas przybywa nowych tragedii. 

 Poniżej podaję tabelkę z danymi amerykańskimi:  




 Tłumaczenie: Zidentyfikowane występowanie Autyzmu - zbiorcze dane
1 kolumna - rok obserwacji
2 kolumna - rok urodzenia
3 kolumna - ilość podmiotów od których zebrano dane
4 kolumna - występowanie choroby na 1000 dzieci
5 kolumna - na jak dużą grupę zdrowych dzieci przypada jedno dziecko z autyzmem

Strach pomyśleć, że za kilka lat może to być już 1 na 20 dzieci. Co musi się stać, czyje dzieci muszą zachorować, aby ludzie znaleźli metody skutecznie  odwracające u wszystkich bieg choroby oraz aby raz na zawsze jednoznacznie podano przyczynę zachorowań?

 Zbyt dużo już wiem na temat autyzmu, aby łudzić się, że taka metoda mogłaby być tylko jedna i skuteczna dla wszystkich dzieci oraz aby przyczyna rozwoju choroby była taka sama w każdym przypadku

 Już dziś wiadomo, że wyłączając przypadki o podłożu genetycznym, autyzm spowodowany jest szeregiem wadliwych procesów związanych z osłabienem układu immunologicznego, pokarmowego i detoksyfikacynego (mówiąc w największym skrócie).


Zapalmy dzisiaj niebieskie światło! Nas - rodziców z chorymi dziećmi, jest coraz więcej. Jednoczmy się, w tym tkwi nasza siła!



  Firma Rossman w Polsce też wsparła w tym roku naszą akcję:)