wtorek, 21 października 2014
sobota, 18 października 2014
SCD Zupa z dyni piżmowej z azjatyckim akcentem
Teraz jesienią, co rusz możemy natrafić na przepisy wykorzystujące w swoim składzie dynię, pojawia się mnóstwo zup, ale nam żaden z nich nie podszedł tak jak ten, który dzisiaj Wam pokazuję.
Wyszperała go gdzieś moja mama. Jest z nami już od kilku lat, a niedawno uświadomiłam sobie, że to przecież przepis SCD, bo spełnia wszystkie wymogi diety. Mniam!!
Do tej zupy kupcie dynię piżmową. Zwykła też może być, ale sugeruję jednak piżmową, tym bardziej że jest już w dużych sklepach, a będzie jej coraz więcej, im głębiej posuniemy się w jesień. Dynia piżmowa wygląda tak:
Jeżeli jest dojrzała, to po przekrojeniu pachnie arbuzem. Cały ten zapach ulatnia się jednak w procesie obróbki.
Dynię piżmową można uprawiać w Polsce. Mama wysiewa w marcu pestki do doniczek, a po majowych przymrozkach przenosi je do gruntu i jesienią zbieramy piękne dynie piżmowe. W zeszłym roku dostałam od niej ponad sześćdziesiąt. W salonie stały do grudnia i dekorowały pokój, były sukcesywnie jedzone. Potem musiałam je pokroić i zamrozić (mrożą się świetnie). Jedliśmy je do końca wakacji.
W tym roku niestety większość zjadły ślimaki i przez to, że lato było mokre, to urodzaj jest mniejszy.
SCD ZUPA Z DYNI PIŻMOWEJ (etap 3)
1.7 kg dyni piżmowej pokrojonej w kostkę
2 średnie cebule
0.5 kg marchewki
2.5 litra wywaru SCD
sok świeżo wyciśnięty z 2 pomarańczy
2 łyżki masła klarowanego
świeży tarty imbir (najlepiej go zamrozić i wtedy bardzo łatwo się ściera)
300 ml mleka kokosowego (na SCD robimy sami lub używamy tego:
3 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz do smaku
opcjonalnie: posiekana kolendra, łosoś lub posiekane grubo orzechy włoskie
Na maśle i oliwie podsmażamy pokrojoną cebulę, a następnie pokrojona w większą kostkę marchewkę i dynię.
Gdy zmiękną zalewamy wywarem. Lekko gotujemy, aby stały się miękkie na tyle, aby łatwo je zmiksować.
Blendujemy.
Dolewamy sok z pomarańczy, mleko kokosowe. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz ścieramy do zupy imbir. My dajemy go dużo, bo uważam że robi świetny smak tej zupy. Ma być wyraźnie wyczuwalny (u nas około 4-5 łyżek).
Gdyby zupa wyszła Wam zbyt gęsta najlepiej rozrzedzić ją wywarem ewentualnie sokiem z pomarańczy.
Kacperek lubi gdy wrzucę do tej zupy pokrojonego w kostkę pieczonego w folii łososia lub posiekane orzechy. My lubimy ją ze świeżą kolendrą.
Smacznego!
Etykiety:
przepisy - etap 3,
Zupy
wtorek, 14 października 2014
Kolejny niezaprzeczalny fakt, który też będą chcieli zamieść pod dywan
Przyjrzyjcie się dobrze zdjęciu zamieszczonemu powyżej. Widzicie przed sobą nową ulotkę do szczepionki na DTaP (błonica, tężec, krztusiec). Amerykańska Izba Kontroli Leków FDA (Food and Drug Administration) w ulotce informacyjnej dołączonej do szczepionki oficjalnie przyznaje, że jednym ze skutków ubocznych tego szczepienia jest autyzm.
Tutaj znajduje się link do oryginalnego dokumentu - patrz strona 11
Nie od dzisiaj wiadomo, że DTaP (wprowadzona: 1996 r ), a wcześniej jeszcze groźniejsze DTP to szczepionka, która odpowiada za największą liczbę powikłań na świecie.
Oficjalnie podaje się, że w 1 : 10 000 przypadków po przyjęciu szczepionki następuje zgon.
DTP (1946 r) była pierwszą na świecie szczepionką połączoną, zawierając w jednej dawce trzy szczepy chorobowe. Powodowała tak wiele powikłań, że wycofano ją z rynku, zamieniając na bezpieczniejszą DTaP.
Owa "bezpieczniejsza" wersja jest tak bezpieczna, że po najbardziej podejrzanym o wywoływanie autyzmu MMR (odra, świnka, różyczka), DTaP plasuje się na drugim miejscu w tym niechlubnym rankingu. Osobiście mam koleżankę, która twierdzi że u jej córeczki autyzm regresywny rozpoczał się po szczepieniu DTaP, a MMR tylko pogłębiło problem.
Osoby chętne do obejrzenia opartego na faktach fabularyzowanego filmu na temat autyzmu i szczepionki MMR zapraszam tutaj.
poniedziałek, 13 października 2014
Żeberka w zaiście pysznej marynacie:))
Uraczyliśmy się wczoraj rozpływającymi się w ustach wspaniałymi, aromatycznymi żeberkami. Wymagają bardzo mało pracy, a są pysznym posiłkiem na chłodne dni. Przy zachowaniu kilku poniższych zasad będą w pełni SCD. Kacperek zajadał się nimi aż mu się uszy trzęsły. Zróbcie je, są mega! Warto je zrobić choćby dla tego zapachu jaki przez dwie godziny rozchodzi się po domu...
Marynata do żeberek SCD (etap 2)
Natomiast cała potrawa to etap 3
Natomiast cała potrawa to etap 3
1/2 szkl SCD ketchupu przepis (klik!)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 liść laurowy
1 łyżka musztardy (bez cukru!)
1/2 łyżeczki soli
1 ząbek czosnku (przetarty)
1 łyżka papryki słodkiej
1 łyżka świeżo startego imbiru
1/2 łyżeczki chili
1 łyżka miodu
Ta ilość marynaty starczy na 1 kg żeberek, jeżeli macie więcej mięsa ilość pomnóżcie. Sklepowe marynaty typu barbecue, pełne chemii, przy tej się chowają.
Wszystko mieszamy i smarujemy marynatą żeberka. Wsadzamy do żaroodpornego naczynia, w który będziemy je piekli, na wierzch wykładamy suszone śliwki i pokrojoną w piórka połowę cebuli, przykrywamy i odstawiamy w chłodne miejsce na noc.
Następnego dnia, na przygotowane wcześniej żeberka, wykładamy odciśniętą kapustę kiszoną, delikatnie polewamy po wierzchu oliwą z oliwek i wsadzamy pod przykryciem, do rozgrzanego do 180 C piekarnika na 2- 2.5 godziny.
Etykiety:
przepisy - etap 5
piątek, 3 października 2014
Czy dieta SCD jest droga?
Zauważyłam ostatnio, że często kiedy rozmawiam z kimś na temat diety SCD pojawia się obawa lub pytanie dotyczące kosztów diety.
Zupełnie mnie to nie dziwi, gdyż zdaję sobie sprawę, że macie obawy, a przeglądając przepisy jakie pojawiają się tu ostatnio, można dojść do wniosku, że to dieta dla wybranych, tych żyjących lekko, z wypchanymi portfelami.
Postanowiłam bliżej przyjrzeć się tej sprawie. Patrząc na swój budżet domowy nie zauważyłam żadnej specjalnej różnicy w wydatkach na żywność odkąd powróciliśmy do diety w marcu.
My, jako czteroosobowa rodzina, jesteśmy na diecie wszyscy. Oczywiście pod nieobecność Kacperka to i owo wpadnie spoza diety, jednak do czasu jego powrotu do domu, wszystko zakazane musi z niego zniknąć. Taką przyjęliśmy zasadę.
Po pierwsze, łatwiej mi gotować jeden rodzaj obiadów dla wszystkich, a po drugie i chyba najważniejsze, nie chcę czynić różnicy między moimi dziećmi i faworyzować jedno kosztem drugiego.
Kamilek dobrze wie, że w naszym domu takie słowa jak nutella, czekolada, drożdżówka, Mc Donald's i tym podobne nie istnieją.
Kilka lat wcześniej, gdy stosowaliśmy dietę po raz pierwszy, był na niej tylko Kacper. Kamil był jeszcze w pieluchach, a my potrafiliśmy kombinować przy dwójce małych dzieci.
Ja nie pracuję. Poświęciłam się opiece nad Kacperkiem i dowozom go do szkoły oddalonej o 20 km o różnych porach dnia, terapiom oraz ....tak, właśnie....gotowaniu.
Tu muszę przyznać, że dieta wymaga ciągłego gotowania. Nie kupimy gotowych produktów w sklepach. Wszystko trzeba zrobić samemu. Jest przez to dużo zdrowiej - eliminujemy prawie całą chemię z żywności.
Bywa jednak, że starcza czasu na rodzinne wycieczki;)
Ja się śmieję, że moim następnym zakupem będzie obrotowe krzesło na kółkach do kuchni, bo co wieczór już nóg nie czuję od ciągłego stania przy garach. Tak to niestety wygląda. Mam dni załamki, ale wiem że robię to dla zdrowia Kacperka i wierzę w to, że na ten świat nie przyszliśmy po to, aby przeżyć życie łatwo, lekko i przyjemnie, ale żeby dać świadectwo i ciągle wzrastać ku lepszemu.
Są okresy, że wpadam w wir gotowania, prawdziwą pasję i wtedy robię taki maraton, że potem dwa, trzy dni odpoczywam. Da się przyzwyczaić. Nie jest tak źle;)
No, ale mieliśmy rozmawiać o kosztach diety.
Pomyślcie: Na SCD nie wolno wydać Wam pieniędzy na żadne mąki, cukier, kakao, kasze, ryże, makarony, słodycze, lody, pieczywo, ziemniaki, wędliny, margaryny, przetwory kupne, soki, napoje, piwo, gumy, garmażerkę, praktycznie na żaden produkt gotowy. Przestajecie kupować jedzenie w budkach na mieście, w restauracjach, zamawiać pizzę czy kurczaki przez telefon czy popcorn w kinie. Pomyślcie sobie, ile miesięcznie na to wszystko idzie pieniędzy.
Ten koszt odpada.
Dieta SCD podzielona jest na 6 etapów. Na pierwszych trzech jecie produkty, które kosztują bardzo niewiele. Jajka, kurczak, marchewka, fasolka szparagowa, jabłko, gruszka, banan plus kilka innych równie tanich produktów. Z pewnością na takim menu pozostajecie 2-3 miesiące.
Kiedy ten okres dobiega końca, macie już jasny obraz sytuacji, czy dieta w Waszym przypadku działa czy nie. To, w zasadzie, można już określić po jednym miesiącu fanatycznej dokładności w przestrzeganiu reguł diety.
Dlaczego masz nie dać swojemu dziecku tej szansy? Czy spojrzysz sobie w oczy i zaśniesz spokojnie wiedząc, że właśnie czytasz o czymś, co może odmienić życie Twojego dziecka, ale Ty nie podjęłaś tej próby z wygody lub ze strachu?
Czy myślisz, że traciłabym czas na pisanie bloga ślęcząc godzinami nad jego redagowaniem, gdybym nie wierzyła w to, o czym piszę? Gdybym nie miała w sobie misji odmieniania życia kolejnych chorych dzieci?
Ja nie jestem doskonała. Piotrek przekonywaŁ mnie kilka miesięcy, że powinniśmy wprowadzić SCD u Kacperka.
Zapierałam się. Bałam się tego, że nie będę wiedziała co dać mu jeść. Bałam się, że popełnię błędy, których na tej diecie popełniać nie wolno, bo rujnują włożony wysiłek. Nie miałam nikogo, kto by mną pokierował, dał wskazówki. Musiałam szukać i uczyć się diety na własną rękę. Nie było stron czy blogów, które ułatwiłyby mi to zadanie. Bałam się, że w szkole nie potraktują mnie poważnie i nie upilnują Kacperka przed jedzeniem ze stołówki.
Znalazłam w sobie tą siłę, bo nie ma na tym świecie dla mnie nic ważniejszego, niż dobro moich dzieci. Autyzm to taka choroba, że czym dziecko starsze to tym mniej można zrobić, aby mu pomóc. Zegar tykał. Nie chciałam tracić ani chwili więcej czasu i zaczęłam w przypływie emocji, z marszu, zupełnie nie przygotowana.
Jeżeli chcecie potwierdzenia tych słów, to wystarczy zajrzeć na początek bloga. Trzeci dzień na diecie to była Wigilia. Nikt planowo nie zaczyna diety w przeddzień największej w roku roboty w kuchni i myślenia o Świętach.
Udało się:) Początek jest o tyle łatwy, że mamy z góry narzucone, jakie jedzenie możemy podać. Gotujemy gar rosołu i przez pierwsze 2-5 dni bazujemy na nim i na jajkach. Zajrzyjcie do etapu intro po dokładne wskazówki na ten czas.
Przypadek sprawił, że krótko przed rozpoczęciem diety Kacperek miał robioną biopsję jelit z gastroskopią i kolonoskopią w narkozie i w ramach przygotowań do tego zabiegu przez trzy dni poprzedzające, mógł wyłącznie pić płyn elektrolitowy, a w dniu zabiegu musiał być kompletnie na czczo.
Wyobraźcie sobie, że to były trzy najlepsze dni od początku choroby. Kacper był bystry, obecny, współpracujący, reagujący trafnie i szybko. Kiedy powiedziałam o tym naszemu gastrologowi Dr Krigsmanowi, tylko się uśmiechnął i powiedział:
" Proszę Pani, objawy autyzmu biorą się z jedzenia. Gdyby Kacper był moim dzieckiem, to przykułbym go do kaloryfera gdyby sytuacja tego wymagała i przez dwa lata karmił wyłącznie pozajelitowo kroplówką. Gwarantuję Pani, że przy wyeliminowaniu zatruwania mózgu i całego ciała źle trawionym jedzeniem, dziecko po czasie dochodzi do siebie. Kacperkowi jednak tego zrobić nie mogę, bo prawo tego kraju zabrania takich praktyk. "
Te słowa bardzo dały mi do myślenia i myślę, że były głównym impulsem do rozpoczęcia diety.
No właśnie...
***
Wracając jednak do pieniędzy. Większe koszty diety pojawiają się, gdy w etapie drugim zaczynają być wprowadzane masła orzechowe, a w etapie trzecim mąki orzechowe. Potem nasiona i owoce suszone, na koniec fasole. Weźcie jednak pod uwagę, z jak dużych kosztów zeszliśmy przestając kupować zwykłe jedzenie. Myślę, że wychodzimy w tej sprawie na zero.
Jednocześnie nie mogę nie zwrócić tu uwagi na fakt, że kuchnia, musi być w przypadku SCD dobrze wyposażona. Jeżeli więc taka nie jest, to rzeczywiście z tym będzie wiązał się niemały koszt. Co jest nam potrzebne?
- zamrażarka - cudownie byłoby, gdybyśmy mieli dużą zamrażarkę, niesamowicie ułatwia pracę, gdyż robiąc wszystko w podwójnych ilościach oszczędzamy sobie kawał czasu i pracy
- blender kielichowy
- blender ręczny
- malakser
- robot kuchenny
- sokowirówka
- jogurtownica lub przy jej braku możemy do robienia jogurtu użyć piekarnika (nowszego typu), poduszki elektrycznej lub wysokiej szczelności termosu
- termometr do żywności
- młynek do kawy (będziemy w nim mielić orzechy na mąkę, oczywiście można kupować gotowe mąki, ale wychodzi to dużo drożej)
- dehydrator lub suszarka do grzybów (bardzo przydatna do robienia chipsów lub przypraw), na allegro widziałam suszarki poniżej 100 zł.
- obieraczka do warzyw
- filtry do kawy
- gęsto tkana ściereczka
- brytfanny, garnki, patelnie, sitka itp
Z wyżej wymienionych rzeczy, niezbędnym minimum będzie któryś z blenderów, malakser, coś do robienia jogurtu, i młynek do kawy. Nie wszystkie z tych rzeczy potrzebne są też od razu.
Powinnam była jeszcze napisać o tym, że dieta leczy sama w sobie. Pozwala przestać brać drogie leki, zastępuje je. To też wpływa na obniżenie kosztów. Oczywiście nikogo nie namawiam, aby przestał słuchać lekarza i odstawił lekarstwa. Jeżeli poczytacie tego bloga dokładniej, zrozumiecie moje stanowisko w tej sprawie.
Leki mają w większości przypadków w składzie wśród substancji nieaktywnych takie produkty, które niweczą działanie diety. Elaine Gottschall, prekursorka diety wyraźnie podkreślała, że tego typu leków nie można przestać brać z dnia na dzień, wycofywać je można wyłącznie stopniowo i pod kontrolą lekarza. Czasem są też niezbędne, bo stan jest tak poważny. Zapewniam jednak, że dieta leczy i w biegiem czasu wyleczy przy dokładnym przestrzeganiu jej zasad. W sprawie konkretnych przypadków zapytajcie, postaram się pomóc.
Powinnam była jeszcze napisać o tym, że dieta leczy sama w sobie. Pozwala przestać brać drogie leki, zastępuje je. To też wpływa na obniżenie kosztów. Oczywiście nikogo nie namawiam, aby przestał słuchać lekarza i odstawił lekarstwa. Jeżeli poczytacie tego bloga dokładniej, zrozumiecie moje stanowisko w tej sprawie.
Leki mają w większości przypadków w składzie wśród substancji nieaktywnych takie produkty, które niweczą działanie diety. Elaine Gottschall, prekursorka diety wyraźnie podkreślała, że tego typu leków nie można przestać brać z dnia na dzień, wycofywać je można wyłącznie stopniowo i pod kontrolą lekarza. Czasem są też niezbędne, bo stan jest tak poważny. Zapewniam jednak, że dieta leczy i w biegiem czasu wyleczy przy dokładnym przestrzeganiu jej zasad. W sprawie konkretnych przypadków zapytajcie, postaram się pomóc.
***
Przemyślcie sobie ten temat. Dieta SCD nie pomaga wszystkim dzieciom z autyzmem. Pomaga jednak bardzo wielu. Dajcie sobie trzy miesiące czasu. Prawdopodobnie po tym czasie nie będziecie już chcieli wrócić do starego sposobu odżywiania. Gdybyście nie widzieli jednak żadnej różnicy w zachowaniach dziecka, to z czystym sumieniem dietę przerwiecie, bo będziecie mieli już pewność, że to nie droga dla Was.
Trzy miesiące. Potraficie tyle zrobić dla swojego dziecka?
czwartek, 25 września 2014
Batoniki granola - w pełni SCD
Mam dla Was następną propozycję na przekąskę dla dzieci do szkoły czy przedszkola. Można też zabrać ją ze sobą w biegu do pracy, wrzucić do torebki na szybko, w zasadzie mieć gdziekolwiek pod ręką, aby gdy złapie niespodziewany głód móc nasycić się małym, ale wysokoenergetycznym i super zdrowym batonem granola.
Zjecie coś, co nie ma w sobie żadnej chemii ani cukru, za to mnóstwo witamin i minerałów pochodzących z natury.
Sam proces przygotowania trwa krótko, musicie tylko wcześniej namoczyć przez kilka godzin suszone owoce.
Zapraszam:
SCD BATONY GRANOLA (etap 5)
(Potrzebujemy malakser i matę silikonową)
1 grupa składników:
- 1/3 szklanki miodu
- 1/3 kostki masła (przy stosowaniu SCD ze wzgędu na autyzm, sugeruję zamienić masło na masło klarowane)
- 2 łyżki oleju kokosowego
- 1/4 łyżeczki soli
2 grupa składników:
- 1 szklanka orzechów włoskich
- 1 szklanka blanszowanych migdałów
- 1/2 szklanki pestek dyni
- 1/2 szklanki pestek słonecznika
- 20 suszonych daktyli (przy SCD kupujemy wyłącznie takie nieposklejane ze sobą i sprawdzamy na opakowaniu czy nie mają dodatku cukru)
- 20 suszonych moreli
- 20 suszonych śliwek
Suszone owoce namaczamy przez około 6 godzin (a w zasadzie do czasu gdy zmiękną i dadzą się łatwo pokroić).
Do malaksera wrzucamy migdały i pestki z dyni, pulsujemy kilkukrotnie, po czym dorzucamy pozostałe nasiona i orzechy. Pulsujemy do mocnego rozdrobienia. Batony tylko wtedy się nie rozpadną jeżeli orzechy będą drobno zmielone. Wyjmujemy do dużej miski.
Następnie drobno kroimy suszone owoce i dodajemy do orzechów. Mieszamy.
Do malaksera wrzucamy teraz składniki z grupy 1. Blendujemy tak długo, aż masa przybierze konsystencję lekkiego kremu (około 3 minuty).
Wszystkie składniki łączymy i bardzo dokładnie mieszamy razem. Najlepiej zrobić to czystą ręką.
Uzyskaną masę wykładamy na matę silikonową.
A następnie formujemy z niej równy prostokąt o wysokości 1.5 cm.
Dobrze jest go ubić łopatką, aby zagęścić orzechy.
Wkładamy do rozgrzanego do 180 C pieca i pieczemy do zbrązowienia brzegów tj około 15 - 20 minut. Nie podaję dokładnego czasu, gdyż każdy piekarnik piecze troszkę inaczej. U mnie było to 18 minut.
Batony można kroić dopiero, gdy całkowicie wystygną, a najlepiej jak trochę przed krojeniem poleżą w lodówce. Trzymajcie tam ich zapas, a porcje do szkoły sugeruję podawać w małym sztywnym pojemniczku, zapobiegnie to łamaniu się batoników.
Z Kacperkiem w tle:) Ostatnio ustawia się do wszystkich zdjęć:)
Przepis inspirowany The Tasty Alternatives
Etykiety:
przepisy - etap 5
niedziela, 21 września 2014
Muffiny owocowe SCD
Na ten weekend zrobiłam chłopakom nowe muffiny. Przepis jest częściowo z internetu, ale nie byłabym sobą gdybym go nie zmodyfikowała. Po prostu lubię bawić się kuchnią, a robienie czegoś ściśle według przepisu nie leży w mojej naturze.
Nie są skomplikowane, jednak potrzeba do nich kilku składników, które nie zawsze są pod ręką, szczególnie w wersji SCD. Przyznam, że w przepisie tym wykorzystałam moje letnie zbiory owoców. Cały sezon każdy owoc jaki wpadł mi w ręce przerabiałam na przetwory spełniające wymogi diety. Żadna filozofia: owoce plus miód, do słoiczka i 15 minut pasteryzacji. Teraz do tych muffinów są jak znalazł.
Celowo posłużyłam się dwoma różnymi kolorystycznie: brzoskwinie i truskawki, tak aby całość wyglądała ciekawiej i miała większe bogactwo smaku. Jednak tu pozostawiam dowolność, użyjcie takie owoce jakie macie pod ręką, mogą być jabłka, gruszki, mango, śliwki, cokolwiek.
No, a Ci szczęśliwcy z Was, którzy dietą SCD nie muszą się przejmować, mogą po prostu użyć dwóch zwykłych deserów owocowych czy nawet dżemów.
Jak zapewne się już domyślacie, muffiny te nie zawierają mąki, proszku do pieczenia, ani cukru, dlatego też nie spodziewajcie się, że wyrosną jak szalone.
Po upieczeniu są wilgotne. Sugeruję trzymać je w lodówce, choć zapewne długo tam nie poleżą. Ja muszę wydzielać, bo mam nadzieję, że zostanie choć 2 na poniedziałek do szkoły. Szanse marne, ale nie tracę nadziei:)
MUFFINY OWOCOWE SCD (etap 4)
3 jajka
1/2 szkl brzoskwiń ze słoiczka ( ja użyłam takie gotowane brzoskwinie z odrobiną miodu)
1/3 szkl oleju z pestek winogron
1/3 szkl miodu
1 łyżka SCD ekstraktu z wanilii (do zobaczenia w tym poście klik!)
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 - 1 szkl mąki kokosowej czyli zmielonych wiórek kokosowych (zaraz opiszę dokładniej o co chodzi)
Na krem:
1/2 szkl innych owoców ( ja użyłam gotowane truskawki z odrobiną miodu, takie z przetworów)
1 łyżka mąki kokosowej do zagęszczenia
W malakserze mieszamy pierwsze siedem składników. Dosypujemy mąkę kokosową na tyle, aby ciasto przybrało konsystencję gęstego ciasta na naleśniki. Odkładamy na bok, to musi poleżeć kilka minut.
Do zrobienia mąki kokosowej fajnie jest użyć młynka do kawy i zmielić w nim wiórki.
Następnie przygotowujemy krem. Nic prostszego. Owoce mieszamy z łyżką mąki kokosowej, aby zgęstniały.
Do papilotków nakładamy do połowy ciasto, na to nakładamy łyżkę kremu i całość przykrywamy druga połową ciasta.
Wkładamy do rozgrzanego do 180 C piekarnika na 20-25 minut.
Są pyszne do kawy:)
Etykiety:
Muffiny,
przepisy - etap 4
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















