Tak, Kacper robi postępy i mogę nawet użyć stwierdzenia, że idzie teraz jak burza, w świetle tego wszystkiego co o nim ostatnio się dowiedzieliśmy dzięki pisaniu.
Jest jednak coś co zabija moją radość, tak jakby bilans musiał wyjść na zero...
Zaczęło się to w połowie lipca. Najpierw pojedyncze epizody przyjmowania dziwnej postawy na dwie, trzy sekundy. Tak jakby zastygł w dziwnej pozie. Początkowo żartowaliśmy, myśleliśmy że to forma jakiejś zabawy, ewentualnie niegroźnej stymulacji.
Do pierwszych dni września nie wzbudzało to naszego niepokoju, bo takie zachowania były sporadyczne, trwały bardzo krótko.
To się stało w pierwszym tygodniu szkoły. Kamil i Piotrek przeziębili się mocno. Po Kacprze nic nie było widać.
Pewnie niektórym z Was rzuciło się w oczy pierwsze zdanie z tekstu mojej ostatniej rozmowy z Kacperkiem.
No tak, zaczęło go trzepać, bo lepszego określenia na to co się dzieje, nie udało mi się znaleźć. Postaram się nagrać następne takie zachowanie i wrzucę je na bloga.
Już jest. Wygląda to tak jak na filmie:
Oczywiście zaraz padło podejrzenie padaczki. Byliśmy dzisiaj u neurologa, mamy wykonać EEG i czekać na wyniki. Kacper miał dwukrotnie wykonywane to badanie, nigdy nie stwierdzono nieprawidłowego zapisu. To zresztą o niczym nie świadczy.
Jest jednak coś takiego jak intuicja i ta mówi mi, że trzeba szukać gdzie indziej. Siedzę więc dzisiejszego wieczoru w nerwach i przeszukuje internet w nadziei znalezienia jakiejś wskazówki. Biorę pod uwagę PANDAS, dużo objawów mi tu pasuje. Schorzenie to wywołane jest bakterią Streptococcus i leczone antybiotykami.
Nie zaszkodzi, od jutra leczę Kacperka naturalnym antybiotykiem, na który niedawno podałam przepis. Jeżeli objawy się zmniejszą będę wiedziała, że idę dobrą drogą.
Objawy tego trzepania są wstrząsające, pojawiają się dziesiątki razy w ciągu dnia i trwają góra do 10 minut. Mogłam nagrać to już kilkukrotnie, niestety nie przyszło mi to do głowy. Kacper bardzo się przy tym denerwuje, ręka chodzi mu bezwładnie, głowę zrywa w bok. Jest zupełnie bezradny i ta sytuacja doprowadza go do szału.
Może ten dzisiejszy post jest jakiś bezładny, ale to nerwy. W nocy jest spokojny, a w ciągu dnia bez względu na miejsce, w domu, w szkole, w kościele, sklepie, znajomych, spacerze i gdziekolwiek jest. Wzbudzamy już niezdrową sensacje na ulicy. Strasznie się o niego martwię. Okropne jest patrzyć na dziecko i nie wiedzieć jak mu pomóc.









