wtorek, 29 lipca 2008

Raport z dzisiaj

Nie lubię pisać z reguły w tym tonie, ale jestem dzisiaj z siebie ogromnie dumna. Juhuu!

Załatwiłam pełne poparcie pediatry do zakazu szczepień Kacperka!!!!!!

Wystosowała osobne pismo do szkoły, że w pełni popiera i respektuje zalecenia dr Krigsmana i odracza Kacperkowi wszelkie szczepienia na okres roku, po tym okresie sprawa będzie do ponownego rozpatrzenia. Za rok jednak to mogą sobie wydawać zgody lub zakazy, co tam chcą, bo my się zwijamy do Polski.

Powiedziała też, że nie sądzi aby z takimi papierami szkoła robiła mi jeszcze problemy. Spakowałam oba pisma do plecaka Kacperka. Jutro je zawiezie. Trzymajcie kciuki. Będzie dobrze:)

Skończyliśmy intro. Kacperek wciąż bawi się językiem i zawodzi "jjjiiiii". Niestety. Po dokładnej analizie ostatniego miesiąca przychodzi mi do głowy jedna tylko myśl.

Motrin.

Motrin to ibuprofen. Dałam dwa razy, gdy gorączka Kacpra dochodziła do 40 st. To było jakieś dwa, trzy tygodnie temu. Nie pisałam o tym chyba. A może pisałam? Dostał gorączki na plaży, musieliśmy go nieść na rękach do samochodu, gorączkował jeszcze całą noc, a rano w poniedziałek był już zdrowy. Dwukrotnie podałam Motrin. Złamałam dietę SCD. Słyszałam wiele złego o ibuprofenie, ale jeszcze więcej złego słyszę o paracetamolu. Zdecydowałam się więc na ten pierwszy. Zaraz potem pojawił się język i "jjjiii". Można różnie obstawiać. Ja stawiam na to, że to nie był przypadek.

sobota, 26 lipca 2008

Znowu intro

Z Kacperkiem jest znowu coś nie tak. Znowu zaczał bawić się językiem (od jakiegoś tygodnia) i znowu woła przeciągłe "jjjiiiii" gdy jest podekscytowany.

Z językiem nie mieliśmy problemu od czasu operacji, natomiast wszelkie stymulacje głosowe zniknęły w pierwszym tygodniu na diecie SCD. Hmm....

Miał ostatnio kilka wpadek z węglowodanami, pierwsza była na roczku Kamilka (kawałek ziemniaka), a potem pojedyncze łyczki naszego soku itp. Mogło się nazbierać. Postanowiłam ostro zabrać się za problem, aby sprawa się nie rozwinęła.

Dzisiaj rozpoczęliśmy intro. Dwie pełne doby wystarczą. Mam nadzieję, że to rozwiąże problem. Jeżeli nie to klops.




A! Dodam jeszcze, że mam już zaświadczenie od Krigsmana, że ze względu na podwójną chorobę Kacperka (jelita i autyzm) należy odroczyć wszelkie szczepienia. Teraz tylko zobaczymy co na to szkoła.



czwartek, 24 lipca 2008

Czarna środa

Kacperek przywiózł w plecaku ze szkoły kopertę. Kiedy ją wyjmowałam tknęło mnie złe przeczucie...

Dostaliśmy wezwanie do zaszczepienia Kacperka w trybie natychmiastowym, pod groźbą wykluczenia z grona uczniów na następujące choroby: błonica, tężec, krztusiec, odra, świnka, różyczka, polio i HiB. Tak zwane booster shots czyli szczepienia przypominające. Wszystkie mają być wykonane w trybie natychmiastowym.

Znacie mnie, prawda? Wiecie dobrze, że nie zaszczepię.

W Stanach czas na wykonanie tych szczepień wypada między 4-6 rokiem życia, z tym że przyjęło się, że jeśli dziecko uczęszcza do szkoły to szczepi się je w wieku 4 lat. Czyli pięć miesięcy temu. Szkoła dostała zawiadomienie z departamentu zdrowia, że Kacperek jest opóźniony w programie szczepień i według prawa nowojorskiego kontynuowanie nauki w szkole będzie niemożliwe.

Stan Nowy Jork dopuszcza wykluczenie ze szczepień ze względów medycznych i religijnych, będziemy próbować załatwić to pierwsze u Krigsmana, drugie praktycznie nie wchodzi w grę.

Czuję jednak nosem, że przegram tą walkę. Kacper przestanie chodzić do szkoły w tym roku. W przyszłym wrócimy do Polski i sprawę załatwimy. Choćby mnie mieli wieszać i drzeć ze mnie pasy to opcji szczepienia nie będę rozważać. Bardzo skomplikuje nam to życie i przede wszystkim martwię się o Kacperka, ale nie potrafię pójść go zaszczepić. Gdyby się pogorszył jego stan to chyba bym sobie w łeb szczeliła.

Źle mi...

Przytulcie...

wtorek, 22 lipca 2008

Update

Śpieszę Wam donieść, że Piotrek wrócił po dwóch godzinach z miną tryumfu na twarzy. Przywiózł pieniądze z powrotem:))) Skończyło się na postraszeniu. Ufff....

Oszustwo

To się porobiło...

Wczoraj wieczorem Piotrek znalazł na Craigs List ofertę do kupna telefonu. Telefon jest drogi, a w ofercie był taniej. Już od jakiegos czasu poluje na kupno telefonu po dobrej cenie. Wiemy o tym, że krąży dużo fałszywek wersji chińskich i uważaliśmy na to. Tu oferta była jednak jasna, mozna było przyjechać po telefon i dopiero zostawić pieniądze. Pojechaliśmy, było już ciemno, pod wskazany adres w domu jednorodzinnym. Młody chłopak czekał na nas na schodach. Pokazał telefon, oryginalne papiery, opakowanie. Piotrek mu zaufał, bo bateria jak to w nowych telefonach nie była założona i osobno lezała w zaklejonej folii. Obejrzał telefon bez włączania i dał mu pieniądze. Dziś mówi, że nie wie co mu odbiło.

Wracając do domu zaczęłam oglądać telefon w samochodzie, sprawdzać jego funkcje, włożyłam baterię, weszłam w języki i zobaczyłam, że dostępne są tylko dwa: english and chinese. To już wzbudzilo moje ostre podejrzenia. Zaczęłam przeszukiwać funkcje - sporo nie działało. Kiedy dojeżdzaliśmy już pod dom, ja byłam pewna że zostaliśmy oszukani. Piotrek był na zmianę zielony i czerwony z wściekłości, chciał natychmiast sie tam wracać, wybiłam mu to z głowy - była już noc.

Dzisiaj rano zabrał telefon do autoryzowanego dealera, tam nie zauważyli od razu, waga ta sama, wykonanie identyczne, dopiero numer identyfikacyjny telefonu się nie zgadzał. Telefon jest fałszywy.

Piotrek poszedł na policję. Policja nas zagięła bo powiedziała, że zajmuje się sprawami wyłącznie kryminalnymi, a ta jest cywilna i że musimy wynając prywatnego detektywa i złożyć pozew do sądu. He! Tak się załatwia takie sprawy w USA!!!

Piotrek zadzwonił do tego oszusta (cud jakiś że w końcu odebrał) i powiedział mu, że jest zadowolony i ze chciałby wziąć drugi dla żony. Umówili się znowu pod tamtym domem, który z pewnością do tego człowieka nie należy (czekał na schodach na zewnątrz) i Piotrek właśnie pojechał cyt. "obić mu mordę i zabrać pieniądze".


Siedzę i się denerwuję. Miał dzwonić, nie odbiera komórki, robi się już noc, gościu to czarny, podejrzana dzielnica. Pojechali we dwóch. Choć tyle.

Jak zaraz nie zadzwoni to zacznę się poważnie martwić.

piątek, 18 lipca 2008

Kolejna pieczeń rzymska

Przed ta pieczenią lojalnie ostrzegam - zawiera ser cheddar, ser pochodzenia krowiego, a więc niebezpieczny.

Kacperek był już wielokrotnie przetestowany na tolerancję sera cheddar i je go często więc ja osobiście nie mam obaw. Wy jednak musicie podjąć decyzję sami. Pieczeń jest smaczna szczególnie z SCD ketchupem, choć niekoniecznie.





Oto przepis(etap 2):

1/2 kg mielonej wołowiny
1 jajko
1-2 ząbki czosnku (zmiażdzone)
1/2 łyżeczki bazylii
1/2 łyżeczki majeranku
3/4 szkl lub cała startego sera cheddar
sól, pieprz

Rozgrzać piekarnik do 190 C , w dużej misce wymieszać razem wszystkie składniki, umieścić mięso w wysmarowanym tłuszczem żaroodpornym naczyniu i piec około 45-55 min.

Obawiam się, ze złapałam jakiegoś wirusa na blogu. Nie mogę ani równać tekstu, ani wstawiać kolorów i tak już jest jakiś czas. Jeżeli ktoś z Was coś na tym się zna to proszę o kontakt.

Dwie manie

Nie piszę.

Ogarnęła mnie stanikomania i tylko przekopuję różne strony internetowe, czytam o stanikach, zamawiam, przymierzam i odsyłam. Korba. Okazuje się, że całe życie nosiłam zły rozmiar i  nie miałam pojęcia o tym, że mam źle dobrany stanik. 2/3 osób które mnie czyta wpada tu z forum DI więc nie będę wyłuszczać co i jak bo wiecie o co chodzi.

No w każdym razie wychodzi na to, że mam nosić zupełnie inny. Zakupiłam takie cuś i nie mogłam wysiedzieć w tym godziny, taki ciasny obwód. Podobno, ekspertki twierdzą, że się przyzwyczaję. Wreszcie zrozumiałam o czym mówiła ta cała główna bohaterka w "Przeminęło z wiadrem" gdy służąca wiązała jej gorset. Aaaa! Oddychać się nie da! Podobno ma nastąpić jakaś migracja piersi (cokolwiek to ma znaczyć) i za miesiąc mam próbować nosić jeszcze cieśniejszy. Łehehe!

Owszem obwód 75 jest dla mnie fatalny, bo podchodzi mi do góry wraz z podniesieniem rąk i do niego za żadne skarby już nie wrócę skoro dowiedziałam się, że istnieją obwody mniejsze, dużo mniejsze. No ale teraz to bym tak mogła o stanikach nawijać i nawijać więc dość.




Obaj chłopcy zaliczyli w ostatni weekend choróbsko. W piątek rozłożył się Kamilio z wysoką goraczką i bólem gardła, a w niedzielę Kacper dostał na plaży w upale takiej gorączki, że nie mógł dojść o własnych siłach do samochodu. Na szczęście okazało się że to angina wirsowa więc nie było groźby podawania antybiotyku. Kamilek męczył się do bodajże wtorku, a Kacperkowi przeszło już na drugi dzień.

Ogarnęła go taka mania rysowania, że nawet nie przeszkadzała mu gorączka gdy w poniedziałek nie poszedł do szkoły spędzał czas tak:









Po każdej takiej zabawie pozostaje jedynie wrzucić delikwenta do wanny.