środa, 23 kwietnia 2008

Mały wypadek

Zapomniałam Wam jeszcze pokazać, dwa dni temu Kacperek spadł z huśtawki:



Teraz to wszystko zbrązowiało i wygląda dużo gorzej. Bidulek ciągle to chce drapać.

Lody, bo lato się zbliża:)...i Brazylia

Spróbujcie takie lody:

Trudno będzie Wam uwierzyć, że to nie prawdziwe lody, a zdrowy deser. Szybko się topią, więc nie zostawiajcie na później.

"LODY" BANANOWE( etap2):

1 banan ( zamrożony w kawałkach)
sok owocowy (niewiele)
łyzeczka SCD ekstraktu wanilii
Umieśćcie banana w malakserze, razem z wanilią, miksując dodajcie odrobinę lodowato zimnego soku, aż uzyskacie pożądaną konsystencję. Na dalszych etapach diety będzie można użyć zamrożonego ananasa bądź mango - podobno też wychodzą wspaniałe.

Dodatkowo gotowe już "lody" można wsadzić w pojemniczkach tego typu (tu jutro wkleję zdjęcie- jak je kupię) do zamrażarki i po jakimś czasie mamy lody na patyku.

DRUGA WERSJA LODÓW BANANOWYCH:

2 szkl jogurtu SCD
litr mrożonych owoców (na etapie 1 i 2 tylko banany lub gotowane, woda odciśnięta porządnie i mrożone)
miód

W blenderze umieszczamy pół szkl jogurtu, powoli dodajemy owoce i pozostały jogurt oraz miód. Miksować, aż zgęstnieje. Włożyć do zamrażarki.

Można tez zamrozić jogurt w pojemniczkach na kostki do lodu, i potem te kostki zmiksować z sokiem z ananasa (prawdziwym z owocu) lub mrożonym sokiem z pomarańczy (prawdziwym, wyciśniętym z owocu) . Proporcje 6 kostek jogurtu na 1.2 szkl soku. Sok dodawajcie powoli kontrolując konsystencję.

Mój Kacperek nie lubi lodów, ale wiele dzieci uwielbia, więc przepis z pewnościa sie przyda.

Skoro mowa o lodach to znalazłam też nieprzetestowany przeze mnie przepis na lody z dynii.
Proszę bardzo (przepis zamieściła Gia na stronie Pecanbread):

"LODY" DYNIOWE(etap 2 ):

6 jajek (osobno żółtka)
1/2 szkl ugotowanej dyni bądź butternut squash
1/4 szkl miodu

1 łyżeczka cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatułowej
1/8 łyżeczki zmielonych goździków

1. Wymieszać dynię, przyprawy i miód
2. Dodać żółtka ciągle miksując

3. Osobno ubić na sztywno pianę z białek

4. Wymieszać pianę z resztą

5. Zamrozić na 1.5 godziny, zmiksować na gładko i ponownie mrozić


Nie robiłam, ale widziałam na zdjęciu dzieci, które się zajadały ze smakiem.

Uaktualnione: tutaj jest link do przepisów na SCD lody.


I jeszcze, w oderwaniu od tematu, obiecany w komentarzach do poprzedniego postu domowy przepis na :

OCET BALSAMICZNY: ( z tej strony)

1 szkl octu z czerwonego wina
1.5 szkl słodkiego ( ha! - nie zawsze mam rację:)) czerwonego wina z winogron, upewnijcie się, że jest słodkie naturalnie, bez dodatku cukru lub słodzików, lub też gdy nie macie pewności dodajcie do wytrawnego wina miodu

W naczyniu z grubym dnem połączcie składniki. Zagotujcie, zmniejszcie gaz i niech pyrcząc gotuje się, redukując objętość, aż całość osiągnie 0.5 szkl. Zajmie to około pół godziny. Przełóżcie do butelki i przechowujcie w lodówce.


Jeszcze słówko o sokach. Waham się, czy to wklejac, bo nie wiem czy te soki są do dostania w Polsce. Podejrzewam, że Welch's nie, ale może choć Tropicana, bo robi ją Pepsi...
Te soki są przetestowane, sprawdzone po tysiąc pięćset razy u producenta i bezpieczne:

Tylko ta Tropicana ( nie z koncentratu, wyłącznie wyciśniety sok z pomarańczy, pasteryzowany)
Ten Welch's, ale musi zawierać informację z tyłu "contains natural fruit sugars only")
Oraz Ten Welch's również musi zawierać tą samą informację. Żaden inny sok Welch's'sa, nawet jeżeli zawiera tą informację, nie jest już legalny. (Ja się na to nabrałam niestety).

W ogóle jeżeli udało by sie Wam znaleźć sok, który :
1.jest 100% sokiem
2. nie z koncentratu
3. nie ma nic dodane i jest tylko pasteryzowany

To po skontaktowaniu się z producentem i upewnieniu się, ze żadne składniki nie są pominięte na etykiecie, myślę, że będziemy mogli taki sok potraktować jako legalny. Wypuście się do sklepów i szukajcie. Może komuś uda się taki znaleźć. Proszę o informację, jeżeli coś znajdziecie.


No i jeszcze na koniec musze Wam opowiedzieć, że od wczoraj opanował nas zapał jechania do Brazylii. Po to by leczyć Kacperka. Wczoraj mama zadzwoniła do mnie, z wieścią, że oglądali na Discovery film o facecie, który leczy w niewyjaśniony sposób tysiące, jeśli nie miliony osób. Może widzieliście? Chodzi o tego pana .
Zresztą wystarczy wpisać w Google "Jan od Boga" i ukaże się Wam mnóstwo informacji.

Ja tą wiadomość potraktowałam dość sceptycznie, bo nie wierzę w żadnych różdżkarzy, bioenergoterapeutów, uzdrowicieli i innych podejrzanych osobników. Potem jednak zaczęłam o nim czytać i zadzwoniłam do Moniczki, mojej bratniej duszy w nieszczęściu (jej córeczka też jest chora - pisałam o tym). Monika przypomniała mi, że rok temu opowiadała mi o tym człowieku. Pewnego dnia wpadł do nich do domu rozpromieniony terapeuta jej córki i zaczął ich gorąco namawiać na tą podróż. Powiedział, że prowadził terapię ABA dziewczynki z głębokim autyzmem. Potem przerwał, bo ta dziewczynka poleciała z mamą do Brazylii. Spotkał ją po pół roku i twierdzi, że to dziecko nie miało żadnych objawów choroby, a matka płakała ze szczęścia.

Ja wtedy, rok temu, tą wiadomość zlekceważyłam, ale skoro teraz usłyszałam o tym z drugiego źródła, skoro poważny - poniekąd - kanał Discovery nakręca o tym film, gdzie wypowiadają się profesorowie amerykańskich uniwersytetów jako o nieodgadnionym fenomenie.....hmm....zaczęlo mnie kusić.....mnie racjonalistkę!

Piotrek powiedział, że bezwzględnie tam jedzie, nawet gdyby to miało nic nie dać trzeba spróbowac wszystkiego. Na razie postanowił dotrzeć do mamy tej dziewczynki i ją dokładnie przepytać o co chodzi. Nie będzie łatwo. Póki co usiłujemy wygrzebac numer do owego terapeuty, ale jego samego trudno jest namierzyć.
Problem jest z naszym statusem w USA, bo jeżeli stąd wyjedziemy, to już nie wrócimy. Dlatego powstał plan, że trzeba to załatwić gdy będziemy wracać do Polski. Wracać przez Brazylię. Bilety wyjdą niewiele drożej.
Albo... albo jeszcze bardziej szalony... namówić moich rodziców, aby przylecieli do nas, wzięli Kacperka i polecieli z nim do Brazylii...
Mamusiu zadzwonię jutro w tej sprawie, a Ty póki co to przetraw:))

Bardzo szalony pomysł? Wydaje mi się, że tak.
Trzeba próbować wszystkiego co tylko możliwe...

Tak? TAK!



poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Instrukcja obsługi :)

Dostałam dzisiaj od naszej wspólnej koleżanki (nie wiem czy mi wolno ujawnić imię) pytanko. Pomyślałam sobie jednak, że to o co pyta z pewnością interesuje nie tylko ją i że moja odpowiedź przyda się przynajmniej kilku osobom.

Zapytała : " [...]Mam tylko pytanie jak cenowo dieta? I jeszcze jedno, wszyscy jesteście na diecie czy gotujesz dla męża osobno?[...] Od czego zacząć? Zrobić analizy, czy rozejżeć sie po sklepach gdzie można kupić i co ? Jest coś po polsku, włosku lub hiszpańsku na temat diety, jakieś podstawy w stylu spisu potraw[...] wiesz chyba jak to jest, boisz się, ale gdzieś tam w głębi duszy wiesz że musisz , więc chyba muszę, czytałam tylko to co masz na stronce po polsku, ale spisu potraw nie znalazłam [...] "
__________________
OK. Przepraszam, wydawało mi się, że napisałam to jasno. Może jednak nie jest to takie oczywiste. Kochani. Możemy karmić nasze dzieci wyłącznie tym co opisałam w tym blogu.

Jeżeli wejdziecie na moje strony to sugeruję cofnąć się do najstarszego posta i czytać od początku, bo tylko wtedy całość układa się logicznie. Jeżeli chcecie nauczyć się tej diety to najlepszy i najszybszy sposób, szczególnie przy braku wystarczającej ilości materiałów po polsku (czy są po włosku i hiszpańsku nie mam pojęcia, nie znam tych języków, myślę, że po hiszpańsku z pewnością są, sugeruję wrzucić słowo "dieta SCD" napisane w odpowiednim języku na Google i wyskoczą wszelkie dostepne informacje).

Spis potraw jak najbardziej na blogu jest. Jest powiedziane, że najpierw musimy zrobić etap intro (2-5 dni), potem przechodzimy do etapu pierwszego. W górnej części bloga, w osobnej ramce po prawej stronie jest dział "etykiety", znajdziecie tam przepisy - etap 1. Natomiast tutaj jest napisane wszystko co można jeść na etapie 1 . Wchodząc na tego linka wyświetlą się Wam wszystkie moje posty, które zawierały przepisy z tego etapu. Jeżeli myślicie poważnie o diecie dobrze jest je sobie skopiować do osobnego folderu na komputerze. Etap pierwszy trwa dowolnie długo, czym dłużej tym lepiej. Kiedy zdecydujemy się przejść do etapu drugiego zaczynamy podawać tylko potrawy dozwolone na etapie drugim (dokładnie wyszczególnione w blogu tutaj
plus te poprzednie dotychczasowe, oraz podajemy potrawy według przepisów opatrzonych etykietą przepisy -etap 2

W ten sam sposób będziemy posuwać się przez następne etapy diety, na które my jeszcze nie dotarliśmy, nie boję się więc, że mnie wyprzedzicie. Jak tylko zaczniemy trójkę będzie ona dokładnie opisana, obiecuję.

Jeżeli dalej coś jest niejasne, zagmatwane, to trąbcie!!! Tu wszystko musi być napisane prosto, aby każdy kto potrzebuje mógł skorzystać. Pomagajcie mi udoskonalić część merytoryczną z pożytkiem dla każdego potrzebującego dziecka. Ja mam niespożyte siły, aby pomagać. Będę to zmieniać tak często, aż będzie napisane jasno, łatwo i przystępnie.

Jak cenowo wygląda dieta? Nie jest łatwo odpowiedzieć jednoznacznie. Napiszę więc o swoim doświadczeniu. Na początku musiałam zainwestować w malakser, blender, sokowirówkę, jogurtownicę i tą maszynkę do regulacji temperatury jogurtu. Nie miałam nic, część z Was jednak niektóre z tych urządzeń posiada. Łatwo obliczyć koszt.

Druga rzecz. Musieliśmy zrezygnować z wielu suplementów niespełniających wymagań diety. Przez to spadły nam koszty. Tutaj znajdziecie wytyczne jak rozpoznawać czy dany suplement jest dozwolony czy nie.
Tak czy inaczej odpadła mi połowa suplementów. Wydatki spadły. Minęło trzy miesiące zanim wyszukałam te same ,ale innych firm, spełniające wymogi SCD. Są takie. Nie obawiajcie się, że trzeba będzie porzucić coś, co Waszemu dziecku pomaga. Jeżeli nie znajdziecie, poszukam dla Was, popytam na forach amerykańskich. Poradzimy sobie.

Cena diety zależy równiez od tego czy karmimy organic czy nie. Nie jest to wymóg diety. Ja podaję pół na pół, tylko na to mnie stać.

Podsumowując, nie czuję wcale, aby ta dieta w jakikolwiek sposób kopnęła mnie po kieszeni, pomijając początkową inwestycję w niezbędne urządzenia kuchenne. Tutaj więcej na temat kosztów diety.

U nas tylko Kacperek jest na tej diecie, Kamilek żywi się wyłącznie Neocate, ale jest jeszcze malutki (przejdzie na pełne SCD najszybciej jak to możliwe).
Kiedy my chcemy zjeść normalny obiad włączamy Kacperkowi bajki, u nas to działa. Na diecie istnieje placek migdałowy - pyszne ciasto, ostatnio podawany przeze mnie przepis na roladki mięsno szpinakowe też jest świetny, można zrobić bezy, muffinki cashew. Dzieci będą jadły smaczne potrawy, o to się nie martwcie.

Pisałam już o tym, ale przypomnę. Kacper przed dietą uwielbiał bułki. Obsesyjnie. Nie mogliśmy przejść obok żadnego sklepu spożywczego bez kupienia mu bułki. Bułka była remedium na wszelkie zło tego świata. Odkąd rozpoczęliśmy dietę temat przestał istnieć. Bułki moga leżeć na stole, a Kacperek ich nie tknie. Początkowo, kiedy za nie łapał, wystarczyło, że powiem "Kacperku zostaw to, bo będzie Cię bolał brzuszek". Natychmiast odkładał, mimo że dałabym sobie głowę uciąć, że nie rozumie co mówię. Taka reakcja była zupełnie nieoczekiwana. Zaskoczyła nas .
Nie zakładajcie z góry, że u Was się nie uda. Że nie ma mowy, aby dziecko zrezygnowało z tego czy owego. Że nie tknie tego co oferujecie. Dajcie mu kilka dni na to aby przywykło. Może i Was zaskoczy.

Musicie o nie walczyć . Nie ma wymówki!

Od czego zacząć? Pomyślcie sami. Ja oswajałam się z myślą o wprowadzeniu tej diety dwa lata. Bałam się jej. Pewnego dnia spotkaliśmy u dr Neubrandera matkę z dwoma chłopcami, starszy miał autyzm, młodszy był zdrowy, ale też na diecie ze względu na takie same problemy gastryczne jak starszy. Rozmawiałam z tą kobietą. Opowiedziała mi w jakim stanie był starszy syn przed rozpoczęciem SCD, a tego dnia podszedł do Kacperka, zapytał : "Jak się nazywasz? Chcesz się ze mną pobawić? Mamusiu, dlaczego ten chlopczyk mi nie odpowiada?"

Jak to usłyszałam nie miałam już więcej pytań. Marzy mi się, aby Kacper był w takim stanie. Po tamtym dziecku nie było nic widać, a kobieta powiedziała, że na SCD rozgadał sie tak, że mu się buzia nie zamyka.
Wróciliśmy do domu. Od tego czasu Piotrek nie dał mi już spokoju. W końcu powiedziałam, że wprowadzę dietę, ale musi mi dać trochę czasu abym się jej nauczyła, bo nie wiem zupełnie nic. Bałam się. Usiadłam przed komputerem i zaczęłam czytać. Po angielsku jest dostępna masa informacji. Zamówiłam tę książkę i pochłonęłam ją w jeden wieczór.

Zajęło mi to około miesiąca zanim poczułam się obeznana w temacie i odważna na tyle, aby spróbować. Rozpoczęłam pod wpływem impulsu, mając świadomość tego jak bardzo mało wiem. Zrozumiałam, że nie muszę wszystkiego wiedzieć od razu. Rozpoczęcie intro jest banalne, a po kilku dniach wprowadzam tylko jedną rzecz raz na cztery dni obserwując reakcje. Czasu, aby uczyć się w trakcie, jest wystarczająco dużo.
Na początku robiłam błędy. tego się nie uniknie. Jeszcze pewnie nie raz mi się zdarzy. Ale idziemy do przodu, z Kacperkiem jest lepiej i to jest warte wszystkich pieniędzy, poświęconego czasu i wysiłku. Poradzicie sobie! Wszystko jest dla ludzi.

Na koniec jeszcze jedno. Pamiętajcie, że nie powinniście wprowadzać dozwolonych potraw na chybił trafił, muszą być one wprowadzane tylko w takiej kolejności jak pozwalają etapy. Musicie posuwać sie etapami. Nic na własną rękę. Owszem, sa nurty w SCD mówiące, że etapy nie maja sensu, ale ja sie z tym nie zgadzam, a po moich i moich czytelników  doświadczeniach widzę, że etapy dużo wszybciej doprowadzają do wyleczenia.

Jeżeli dalej coś nie jest jasne to piszcie.

niedziela, 20 kwietnia 2008

Fatum

Mamy problem z internetem. Przez ostatnie kilka dni jest około godziny dziennie, poczym wyłączają. Układ jest taki, ze jesteśmy podpięci do właściciela domu, u którego wynajmujemy mieszkanie i to on musi dzwonić do Time Warner z reklamacją.

Dzwonić może tylko z domu, bo musi być podczas rozmowy przy modemie i wykonywać instrukcje dane mu przez przedstawiciela firmy. Wraca jednak późno z pracy i to tylko na krótko, a wtedy internet akurat jest i dzwonić nie ma sensu. W ten sposób sprawa ciągnie się już dobre kilka dni i wciąż jest niezałatwiona.

Jakiś straszny pech nas opanował, bo nie mamy też telewizji (wysiadł satelita), a wczoraj Kamilek dopadł komórkę Piotrka, zaślinił, bo właśnie ząbkuje i komórka wysiadła. Piotrek miał tam wszystkie firmowe kontakty, mnóstwo ważnych numerów. Tragedia.

Kiedy internet pojawia się chwilowo, załatwiamy wszystko co ważne, płacimy rachunki, sprawdzamy ebay i inne nasze sprawy, których bezwzględnie musimy pilnować no i na pisanie bloga nie wystarcza już czasu.

Doskwiera mi ta sytuacja, ale mam nadzieję, że po weekendzie zostanie rozwiązana.

czwartek, 17 kwietnia 2008

Ku przestrodze

Poprzez internet nawiązałam kontakt z pewną panią, która opowiedziała mi historię swojej córki. Dziewczynka rozwijała się normalnie do 4 roku życia, kiedy to została uszkodzona przez szczepionkę.
Od tego czasu jeździ na wózku inwalidzkim, nie mówi, potrzebuje pomocy w każdej prostej codziennej czynności, nie stoi sama i nie chodzi. Obecnie ma 16 lat.
Kobieta prosiła, aby opowiadać historię jej dziecka gdziekolwiek to możliwe. By ostrzegać ludzi co może się stać.

Ja o takich historiach chcę słyszeć jak najczęściej, rozpowszechniać świadomość zagrożenia. Gdy szczepiłam Kacperka znałam tylko jedną stronę medalu. Wręcz spieszyłam się, by jak najwcześniej na wszystko go poszczepić, aby był jak najlepiej zabezpieczony. Nie miałam pojęcia, że to może być niebezpieczne.

Miałam prawo przed podjęciem decyzji znać wszystkie za i przeciw. Mój pediatra, doktor Lekan (wymieniam z nazwiska, bo nie zamierzam kryć drania), wielokrotnie mnie zapewnial, że całkowicie bezpieczne jest podawanie 7 szczepionek na raz lub w kilka dni po chorobie.

Może gdybym trafiła do mądrzejszego pediatry mój Kacperek mógłby mi kiedyś powiedzieć, że mnie kocha.


Muffinki z masła cashew (orzeszki nerkowce)

Dzisiaj tylko przepis, bo oprócz bloga istnieje jeszcze niestety mnóstwo obowiązków. Banany wreszcie zrobiły sie nakrapiane, więc natychmiast zabrałam się za muffinki.

Muffinki z masła cashew (etap 3):

1 szkl masła cashew ( jeżeli nie macie gotowego, to bierzecie orzeszki cashew (nerkowce) i tak długo mielicie w malakserze, dodając po odrobinie wysokiej jakości oleju, aż zrobi się z nich konsystencja masła - ok. 10 min).
2 dojrzałe banany
2 jajka
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka octu (dozwolonego)
Od Betty: poleca dodać ćwiartkę ugotowanego jabłka:)

Do malaksera wrzucić masło cashew i banany - zmiksować
dodać jajka - zmiksować
dodać sodę - zmiksować
dodać ocet- zmiksować
Rozdzielić powstałe ciasto do 12 foremek na muffinki i piec w 200 st C około 15 minut.



Te sa najlepsze spośród wszystkich jakie dotychczas robiłam na diecie


Wychodzą puszyste, z kieszonkami powietrza, leciutkie i bananowe w smaku.

Monika podała, że równie pyszne wychodzą po zastąpieniu masła z nerkowców masłem z orzechów pecan. Dodała tylko trochę więcej miodu i pisze, że sa pyszne:)

środa, 16 kwietnia 2008

Kacperek i Kamilek

Jeden z najtrudniejszych do wytrzymania psychicznie dni...

Kacper wrócił z Zoo szczęśliwy, oczywiście nie wiem jak było, bo nie umie mi przekazać, ale widziałam radość w jego oczach i to mi wystarczyło za odpowiedź. Co z tego, skoro jego dobry humor trwał może z godzinę. Potem zaczął się rzewny płacz. I to taki, że zupełnie nie wiadomo o co.

Zaczęło się od tego, że wyłączyłam mu bajkę. Potem płacz już był o wszystko. Kamilek widząc, że Kacper płacze zaczał robić to samo. Fatalnie. Kacper płakał bez przerwy ponad trzy godziny, a potem jeszcze łkał co chwilę dokąd nie zasnął. Próbowałam wszelkich metod, kija i marchewki, obojętności, odwracania uwagi, prośby, groźby, dosłownie wszystkiego. Nie pomagało nic.

Moje nerwy były już na granicy rozsypki. Do tego wszystkiego zaczęłam jeszcze zastanawiać się czy Kamilek rozwija się prawidłowo. Mam wyraźnie jakieś doły.

Ma 10.5 miesiąca. Motorycznie idzie jak burza. Chodzi szybko, prawie biegiem, kuca, wstaje z siedzenia do stania bez podpórki, wspina się na co popadnie, rzuca i łapie piłkę. Kacper w jego wieku nawet nie próbował sam stać. Woła mnie w nocy "mama". W ciagu dnia jednak mam wrażenie, że tak bardzo eksploruje środowisko wokół, że brakuje czasu do zainteresowania moją osobą. Czy dziecko w tym wieku nie powinno być bardziej wpatrzone w mamę? Bardziej trzymające się przysłowiowej spódnicy? Kamilek macha "papa" tylko jak mu się zachce, nie robi kosi kosi, nie pokazuje paluszkiem. Nie jest specjalnie zainteresowany zabawami typu sroczka kaszkę warzyła. Kiedy wołam go, aby na mnie spojrzał, nie za bardzo chętnie to robi. Faktem jest, że pytam o to zbyt często, bo non stop obsesyjnie sprawdzam jego reakcje. Po każdym jego zlekceważeniu mnie, łapię doła giganta i wyobrażam sobie czarne scenariusze przyszłości. Ale kiedy gramy w piłkę, karmię go, to patrzy mi ładnie w oczy.
Gdy ktoś obcy zaczepia go na ulicy to uśmiecha się do tego kogoś.

Uff, Kacperek w tym wieku umiał pokazać gdzie misiu ma oczko, jaki jest duży, bić brawo i machać pa pa. Chętniej się uczył. Kamilka to nie bardzo interesuje, woli sprawdzać jak działają rzeczy.

Tak, wiem że dzieci rozwijają się każde inaczej. Nie potrafię wyluzować. Decydując się na drugie dziecko, ani przez moment nie przypuszczałam jakie pierwsze dwa lata będą dla mnie trudne psychicznie przez obawę czy sytuacja się nie powtórzy. Piotrek uważa, ze wszystko jest w porządku i że to problem leży we mnie. W mojej głowie. Że muszę się uspokoić. Łatwo powiedzieć...

Wracając jednak do Kacperka w końcu sytuację uratowały bajki-słuchowiska, które moje dzieciaki dostały od forumowej Tory.

Kasieńko kłaniam Ci się do stóp! Sprawiłaś Kacperkowi ogromną radość!

Zresztą Kacperek bardzo mnie tym zaskoczył. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak chętnie będzie słuchał tych bajek. Wynika z tego , że coś tam jednak rozumie:)