piątek, 21 marca 2008

Jesteśmy tym co jemy


Niesamowite wprost jest to, jak skurczył mi się czas. Nie mam czasu pisać, spać, nie mam czasu nawet przysłowiowo podrapać się w tyłek.

Mamy z dwójką małych dzieci wiedzą o czym piszę, a teraz dodajcie sobie jeszcze, że jedno z nich wymaga szczególnej opieki, dodajcie sobie również pracochłonną dietę i to sterczenie godzinami w kuchni oraz brak kogokolwiek do pomocy. Ech...

Jestem pełna podziwu dla mam, które decydując się na tą dietę dla swojego dziecka, przestawiły na nią jednocześnie solidarnie całą rodzinę. Czym innym jest wyżywić w ten sposób 4- letnie dziecko, a czym innym dorosłego mężczyznę i resztę członków rodziny. Znam kobiety, które nic innego nie robią tylko gotują. Sajgon.

Jest Wielki Czwartek, a ja nie mam zrobione jeszcze prawie nic na Święta. Trudno. Będzie jak będzie. Mam nadzieję, że będzie choć miło.

Wybaczcie mi więc częstotliwość z jaką pojawiają się tu posty. Byłoby ich znacznie więcej gdybym miała czas.

Nie mamy w Stanach żadnej rodziny, skazani jesteśmy wyłącznie na siebie. Nie wchodzi w grę pójście do kina czy na kolację. Bywa, że chodzimy na śniadania, ale odkąd Kacperek jest na diecie zrobił się z tym problem, czasem zabieram mu jego jedzenie, ale jednak nasze wyjścia przez całą tą sprawę jeszcze się ograniczyły. Zamówić pizzę do domu głupio, bo dziecko patrzy. Same ograniczenia. Kiedy jemy obiad włączamy mu ulubionego Thomasa i tylko tak możemy cos zjeść (oczywiście w kuchni). Pizzę zamawiamy przed północą kiedy już zaśnie.

Dzięki Bogu w biodra mi nie idzie, więc czasem mogę sobie na to pozwolić:)

Wreszcie wczoraj przyszła pocztą magiczna maszyna do kontroli temperatury jogurtu.
Takie cudo.

Kupiłam wcześniej zwykły ściemniacz, który dozuje moc, jako że (jak pisałam wcześniej) moja jogurtownica przegrzewała się. On kontrolował temperaturę znacznie lepiej, ale jednak musiałam co pół godziny przesuwać podziałkę mocy w górę lub w dół, był problem z wyjściem z domu, postanowiłam zainwestować więc w to urządzenie. Nie jest tanie, ale potraktowałam to jako inwestycję na długie lata.

Przysłali mi je bez rachunku i bez instrukcji. Wydaje się, że obsługa jest prosta jak budowa cepa, a okazało się, że wcale nie. Wieczorem chciałam w miarę wcześnie zdążyć z nastawieniem jogurtu, aby 27 godzin nie wypadło nastepnego dnia w środku nocy. Spieszyłam się, nie udało mi się nastawić z marszu, a musiałam kąpać dzieci więc poprosiłam Piotrka aby ustawił to ustrojstwo.
Po 10 minutach okazało się, że wciąż jest z tym problem. Ciekawe, bo Piotrek to typ złotej rączki. Nie wiadomo było czy temperaturę ustawia się w celcjuszach czy fahrenheitach, po ustawieniu jej dioda cały czas migała, a o nastawieniu czasu w ogóle nie można było marzyć. Wrrr....

Zagotowało mnie. Zaczęliśmy na zmianę próbować, licząc na to, że drugiej osobie wpadnie coś mądrego do głowy. W końcu stwierdziliśmy, że urządzenie jest zepsute. Głupia sprawa. 100 dolarów poszło, rachunku nie przysłali…
Napisałam maila do firmy i na kilka minut przed północą miałam odpowiedź. Skierowali mnie na stronę, na której można znaleźć instrukcję obsługi i jednocześnie powiedzieli, że czasu się w tej maszynce nie ustawia, a skoro dioda miga to znaczy, że wszystko działa. Za $100 spodziewałam się czegoś więcej niż tylko regulowania temperatury…

No trudno. Najważniejsze, że mam włączony jogurt, ustawione dokładnie co do stopnia 42 C i mogę nawet wyjechać na cały dzień z domu, nic mnie nie obchodzi, wracam po 27 godzinach – voila! – gotowe

Tak to można jogurt robić! Ach, aż lżej się oddycha:)

Uaktualnienie: Dzięki uprzejmości Ani K. mamy informację, że do tego celu świetnie nadaje się regulator temperatury w akwarium. Oto co pisze Ania: "Działa to na tej zasadzie, że do prądu podłączamy ten regulator, ustawiamy maksymalną temperaturę, przy jakiej chcemy, by się jogurtownica wyłączała. DO regulatora podłączamy jogurtownicę, a do jogurtu wkładamy sondę (termometr). Gdy jogurt osiągnie temperaturę zaprogramowaną, urządzenie wyłącza jogurtownicę i włącza ją ponownie, gdy temperatura trochę spadnie. I tak w kółko."

Dawno nie wprowadzałam Kacperkowi nic nowego do jedzenia. Chwilowo skończyły mi się pomysły. Książki nie udało mi się wylicytować na ebayu, zapomniałam o aukcji, a mam zwyczaj licytować w ostatnim momencie. Teraz poluję czy pojawi się następna. Ciężko znaleźć tą pozycję. Chodliwa bestia.

Może spróbuję po Świętach wprowadzić gotowaną paprykę. Wyobrażam sobie, że będzie to trochę przypominało w smaku leczo. Może być smaczne. Nie pamiętam jednak jak się ściąga skórkę z papryki. Coś mi świta, że wrzucamy paprykę do piekarnika, ale na jak długo, albo jaka temperatura to nie mam pojęcia, cos z papierową torbą później - podpowiedzcie proszę.

Jako, że nie stać mnie na kupowanie wszystkiego organic postanowiłam przeszukać internet by dowiedzieć się, które warzywa i owoce maja największe stężenie pestycydów i tylko te kupować organiczne.

Doczytałam, że z owoców najbardziej chłoną pestycydy jabłka i brzoskwinie. Bezpieczne są gruszki. Jeżeli uda mi się znaleźć dokładniejsze informacje na ten temat niezwłocznie je wkleję.

Przez przypadek natknęłam się na to – muszę to wkleić, bo mnie zszokowało –na tej stronie było napisane:
"Oto lista tego, co podaje się zwierzętom później spożywanym przez ludzi:

· Mięso tego samego gatunku
· Chore zwierzęta
· Pióra, sierść, skóra, kopyta i krew
· Gnojówka i inne odpadki zwierzęce
· Plastik
.
Lekarstwa i chemikalia
. Niezdrowa ilość ziarna”

…i my to później jemy. Dajemy jeść naszym dzieciom. Dziwimy się dlaczego chorujemy. Pytanie - ile pociągniemy?



5 komentarzy:

  1. Ciku, tak jak link zamiescilas, to sobie czasem do ciebie zagladam.
    wytrwala jestes, ja swoj blog zawiesilam po kilku wpisach, od roku lezy nietkniety.

    a papryke rozkladam na folii aluminiowej (taka juz wypatroszona, przekrojona na kilka grubych pasow) i tak na oko trzymam kilka chwil, moze 5min? nawet nie wiem.. sprawdzam i jak skorka odchodzi to wyciagam z piekarnika. ale moj sposob dziala tylko na papryke czerwona, z zielona tak sie nie da.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Wystarczy na początek czerwona. Jak wypróbuję to dam znać czy działa. Ale na pewno tak.

    OdpowiedzUsuń
  3. Spróbowałam na czerwonej. Schodziła bardzo łatwo. Dziękuję za podpowiedź:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prosze :)

    (a myslalam ze nie udalo mi sie wyslac odpowiedzi..)
    to pisalam ja: tora z fora - nie anonim, ale nie umiem sie tutaj poruszac.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odp dla Wioli: my nasz ściemniacz kupiliśmy w amerykańskim "Home depot" coś jakby polska Castorama. Dokładnie takie coś http://www.amazon.com/Lutron-TT-300NLH-WH-Credenza-Dimmer-White/dp/B0000DI241/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1299439576&sr=8-1
    Nie umiem inaczej pomóc, moze skonsultujcie się z jakims elektrykiem. Musi to byc urządzenie mogace regulować moc grzania. Oprócz tego musisz i tak miec termometr na stałe zanurzony w robiącym sie jugurcie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń